Raport CIA oceniający przyszłość UE za 15 lat

Unia dogorywa


Ekonomiczny krach Unii Europejskiej i koniec Paktu Atlantyckiego – takie perspektywy stoją przed Europą według specjalistów z amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej. Sporządzony niedawno raport CIA wieszczy potężnej dziś gospodarce europejskiej regres. Frustracja będąca jego skutkiem doprowadzi do rozpadu więzów gospodarczych i politycznych spychając stopniowo Unię Europejską na margines światowej polityki, w której prym wiodły będą Stany Zjednoczone, Chiny, Indie, Japonia i Brazylia.


Raport CIA usiłuje przewidzieć, jak będzie wyglądał świat w roku 2020. To, co ważne dla Polski, to jak Amerykanie oceniają swoje zaangażowanie w Europie, i jak przy tym patrzą na prawdopodobny rozwój sytuacji na naszym kontynencie. I tu, niestety, analitycy z Waszyngtonu nie mają dla nas pocieszających informacji.


Socjalizm rozmontuje UE


Jeśli kraje Starego Kontynentu nie zreformują swoich systemów socjalnych, to za 10-15 lat całą Unię Europejską dotknie poważny kryzys demograficzny i towarzyszący mu kryzys gospodarczy.

Perspektywy dla UE są miażdżące: Obecny system państwa opiekuńczego jest nietrwały i przy braku działań ożywiających gospodarkę będzie prowadził Europę do rozłamu, a w gorszym wariancie nawet całkowitego rozpadu Unii Europejskiej, podminowując ambicje Europejczyków do odgrywania pierwszoplanowej roli na arenie międzynarodowej.

Najbardziej obciążający dla europejskiej gospodarki jest system państwa socjalnego i towarzyszące temu restrykcyjne prawo pracy w Niemczech. Dlatego reforma niemieckiego rynku pracy, a także podobne reformy we Francji i we Włoszech, stanowią klucz do przyszłości Europy. Tylko liberalizacja rynku pracy i rezygnacja z rozbudowanych przywilejów związkowych umożliwią Unii Europejskiej przełamanie stagnacji, w której Stara Europa tkwi de facto od połowy lat 90-tych.

Według amerykańskich ekspertów obecni przywódcy UE wzbraniają się przed reformami, wierzą bowiem, że zbliżający się kryzys budżetowy w latach 2005-2010 ułatwi ich następcom przeprowadzenie zmian.

Tymczasem wówczas kryzys może być na tyle głęboki, że niepowodzeniem zakończą się wszystkie próby przezwyciężenia go. Reformy połowiczne, chaotyczne i czynione pod presją „katastrof budżetowych“ co najwyżej przedłużą agonię Europy, lecz nie zapobiegną jej dezintegracji.


Biologiczna autodestrukcja


Decydującym czynnikiem może się okazać (poza kryzysem państwa socjalnego) silnie oddziaływująca na gospodarkę katastrofa demograficzna, która stoi u wrót Europy. Systematyczny spadek liczby urodzin, przy równoczesnym wydłużaniu się średniej życia, będzie miał dramatycznie niszczycielski wpływ na stabilność w Europie.

Mniej dzieci, to mniejszy rynek usług, pracy, brak nowych kadr, konsumentów, wytwórców... Za to obciążenia wynikające z długiej starości (leczenie, renty, emerytury) będą rosły. Ta nierównowaga doprowadzi do załamania się systemów socjalnych. Będziemy świadkami coraz liczniejszych protestów i konfliktów międzypokoleniowych. Albo Europejczycy zreformują swoje systemu socjalne, edukację, systemy podatkowe i zwiększą imigrację (szczególnie z państw muzułmańskich) albo przyjdzie im się zmierzyć z długotrwałą stagnacją gospodarczą.

A trzeba pamiętać, że imigranci (którzy w przeciwieństwie do USA mogą wkrótce stanowić w Europie trzon młodego społeczeństwa) to kolejne problemy, szczególnie w przypadku imigrantów z państw muzułmańskich. Problem, z którymi już dzisiaj Europa sobie nie radzi.

Jeśli Europejczcy nie zwiększą własnej populacji, to ilość europejskich muzułmanów wzrośnie z 13 procent obecnie do około 22, a nawet 37 w roku 2025. Ponieważ wśród ludzi młodych muzułmanie mogą wówczas stanowić około połowy mieszkańców Europy, łatwo przewidzieć, jakie napięcia będzie to wywoływało w starzejących się społeczeństwach, gdy na konflikt pokoleń nałoży się jednoczesnie konflikt rasowy i światopoglądowy (zlaicyzowana, neopogańska Europa, kontra wojujący, misyjny Islam).


Europa bezbronnych egoistów


Raport przewiduje również dramatyczne załamanie się relacji transatlantyckich. W najbliższych 15 latach rozpadną się wszystkie instytucje i więzy ukształtowane w czasach Zimnej Wojny włącznie z rozpadem NATO, które na Starym Kontynencie zastąpione zostanie współpracą wojskową w ramach UE – dowodzą autorzy raportu CIA.

Raczej Unia Europejska niż NATO będzie odgrywała pierwszoplanową rolę w systemie obronnym Europy...choć kwestia czy Unia rozwinie własne siły zbrojne, pozostaje pytaniem otwartym. Inaczej mówiąc: polityczne instytucje bezpieczeństwa związane z sojuszem transatlantyckim ulegną rozpadowi pod presją europejskich ambicji, lecz nie ma żadnych gwarancji, że w ślad za nowymi instytucjami pójdzie realna siła, zdolna bronić Europy.

Wydatki obronne poszczególnych państw europejskich w tym Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec są coraz niższe i niebawem kraje te ustępować będą pod względem budżetów obronnych całej rzeszy państw dużych i średnich. Choć nadal, gdyby połączyć te wydatki, Europa nawet za 15 lat wydawałaby na obronę mniej jedynie od USA i być może Chin.

Nie widać jednak realnych przesłanek do efektywnego zsumowania wysiłków obronnych Europy. Armie nadal pozostają domeną państw. Obecnie daje się zauważyć przyspieszoną renacjonalizację polityk zagranicznych i obronnych. Można zatem przewidywać, że zaniam Europa zjednoczy swoje wysiłki w dziedzinie wojskowej, zaczną podlegać destrukcji jej struktury polityczne, poddane presji konfliktów społecznych i gospodarczych. Może to być proces powolny, słabo dostrzegalny, lecz na tyle silny, by sparaliżować realne inicjatywy jednoczące wisiłki obronne Europejczyków.


Nowa europejska geopolityka...


Europa lekceważy sobie wydatki na naukę. Nowe technologie informatyczne, bio i nato-technologie, badania nad nowymi substancjami - we wszystkich tych dziedzinach znacznie więcej badań i studiów, niż w Europie, prowadzi się w Chinach i Indiach. Za 15 lat USA prawdopodobnie zachowają swoją dominację w nowoczesnych technologiach, lecz, jak ostrzega report, Europa ryzykuje, że w niektórych dziedzinach znajdzie się z tyłu za państwami azjatyckimi.

Unia Europejska, by choć częściowo uniezależnić się od ropy, konsekwentnie zwiększa zużycie gazu ziemnego w gospodarce. Będzie to prowadzić do zacieśniania stosunków politycznych z regionalnymi partnerami, takimi jak Rosja i kraje Afryki Północnej (co już następuje i jest po części polityczną konsekwencją przyjętych kilka lat wcześniej założeń strategii energetycznej). Planowana rozbudowa sieci gazociągów między UE a Rosją i Afryką sprzyjać będzie ścisłej współpracy.

Oznacza to jednak, że obok swoich, Unia będzie musiała też stawić czoło problemom z jakimi borykają się jej „strategiczni“ partnerzy, w szczególności Rosja.


...to nowe problemy i zagrożenia


Jak zauważają autorzy raportu, Rosja cierpi na jeszcze dotkliwszy kryzys demograficzny niż Europa. Maleje liczba narodzin, średnia długość życia jest najniższa w Europie, opieka zdrowotna stoi na niskim poziomie, a ponadto w każdej chwili Rosji grozi wybuch epidemii AIDS.

Duża część rosyjskiej granicy lądowej przebiega wzdłuż rejonów niestabilnych jak Kaukaz czy państwa Azji Centralnej. W rejonach tych coraz szerszym poparciem cieszy się islamski fundamentalizm, co jest w znacznej mierze wynikiem rozbójniczej polityki Kremla wobec ludów tam zamieszkujących.

Obecnie w Europie wierzy się w skuteczność rosyjskiej przemocy, która wprawdzie nie zapobiega zamachom w Rosji, ale utrzymuje konflikty etiniczno-narodowe w granicach byłego ZSSR. Wiara w stabilizującą siłę Kremla jest jednak złudzeniem. Gdy Europa przestanie być postrzegana jako arbiter i potencjalny adwokat ludów Kaukazu i zacznie pełnić rolę rosyskiego sojusznika (a tak przemiana świadomości może nastąpić w ciągu kilku lat) wszystkie rodzące się na obszarach Rosji lub w jej bezpośrednim sąsiedztwie konflikty zaczną odzywać się bolesnym echem także w Europie.


Agenda niemocy


Obok niestabilności u swych granic, kryzysu demograficznego i dystansu technologicznego Europa będzie musiała za 15 lat pogodzić się z faktem, że nie jest już jedną z dwu najpotężniejszych gospodarek w świecie. Przy obecnym tempie rozwoju gospodarczego nie tylko Chiny, lecz również Indie osiągną wyższy niż UE poziom dochodu narodowego.

Ponieważ za 15 lat w Indiach i Chinach poziom życia przeciętnego obywatela nadal będzie relatywnie niski, to przy wysokim poziomie rozwoju gospodarczego i zaawansowania technologicznego państwa azjatyckie staną się miażdżącą konkurencją dla starzejącej się socjalistycznej Europy. Całkiem realny jest scenariusz, w którym nawet państwa Ameryki Południowej, w szczególności Brazylia, osiągną wyższe PKB niż najsilniejsze gospodarki europejskie – jak Niemcy, Francja czy Włochy.

Dynamiczny rozwój gospodarek azjatyckich w równym stopniu zagraża Ameryce, jednak, jak deklaruje obecna administracja, Waszyngton chce dokonać głębokiej reformy systemów socjalnych uwalniając inicjatywę jednostek. Projekt innej Ameryki, jaki przedstawił przed kilkoma dniami George W. Bush, jest w dużej mierze polityczną odpowiedzią na zagrożenia przyszłości.

W tym czasie w Europie minął czwarty rok od daty przyjęcia „agendy lizbońskiej“, a przywódcy państw członkowskich przystąpili do omawiania zmian w dokumencie, zamiast dokonać zmian w rzeczywistości. Zawarty w „agendzie“ zapis, iż do 2010 roku UE będzie dysponowała najnowocześniejszą, opartą na wiedzy oraz zaawansowanych technologiach gospodarką jest już tylko mrzonką – jak większość nie popartych wolą polityczną projektów Europy.


Realia i konieczności


Raport nie tylko wysnuwa wnioski z rozgrywających się na naszych oczach procesów, ale pokazuje również ważny, opiniotwórczy dla amerykańskich elit punkt widzenia europejskich problemów. W tej sytuacji nie dziwi, że ofensywna polityka zagraniczna Waszyngtonu (za prezydentury Busha) w chwilach kryzysu ignoruje stanowisko Europy.

To nie tylko manifestacja siły, ale przede wszystkim przyjęcie do wiadomości twardych realiów – Europa z Waszyngtonu jawi się jako kolos na glinianych nogach. Analogiczna do opisywanej w raporcie historia ekonomicznego starcia między mocarstwami skończyła się w wiadomy sposób, i nikomu chyba nie trzeba przypominać jej finału. Dlatego zamiast angażowania się w Europie jako takiej, Ameryka zwiększa swoje zaangażowanie w miejscach strategicznych i w miarę dla Waszyngtonu przyjaznych.

W tej sytuacji Polsce powinno zależeć na zacieśnianiu współpracy dwustronnej z Ameryką. Przede wszystkim, poza członkostwem w NATO, powinniśmy jak najszybciej podpisać dwustronną umowę wojskową z USA, włączyć się w projekt budowy tarczy antyrakietowej, oraz podjąć możliwie najściślejszą współpracę gospodarczą z USA, tam gdzie jest to możliwe. Trzeba też bardziej samodzielnie i poważnie zacząć myśleć o miejscu Polski w Europie. Zdawanie się bowiem w całości na Unię może niebawem okazać się katastrofalną pomyłką.


Artur Rojek