
![]()
Czy wiosną Rosję czeka „pomarańczowa rewolucja“ po rosyjsku?
Putin bye, bye...
Demokratyczna, aspirująca do członkostwa w NATO Gruzja, prozachodni rząd na Ukrainie, Kreml zmuszony do głębokiej defensywy politycznej na obszarach uznawanych do niedawna za jego wyłączną domenę - czy ktokolwiek mógł przed dwoma laty wyobrazić sobie taką rzeczywistość za naszą wschodnią granicą? Czy w tej sytuacji przewidywanie, że za kolejne dwa lata nie będzie już Putina i odbudowującej swoje imperialne aspiracje Rosji, a jej miejsce zajmie nowa, demokratyczna Rosja niemal suwerennych regionów - to pozbawione podstaw political fiction, czy może jeden z prawdopodobnych wariantów przyszłości?
Autorytarne i totalitarne reżimy mają to do siebie, że nawet głęboko skorodowane od wnętrza na zewnątrz zachowują pozory siły i niezwyciężoności. Korea, Kuba, Białoruś czy Rosja wydają się niezachwianymi twierdzami władzy centralnej, która, gdzie jak gdzie, ale na własnym podwórku jest niezagrożona.
Rosja ponadto stara się udowadniać, że również w polityce międzynarodowej jest graczem rozgrywającym. I jest tak dopóty, dopóki ktoś się nie zdecyduje na przetestowanie tej potęgi i nie wykaże, jak kruche są jej podstawy...
Jądrowe pazury Kremla...
Po latach strategicznej defensywy z lat 90-tych, Rosja Putina sprawia wrażenie rewitalizowanego imperium i tak też chwilami się zachowuje.
Dobrym tego przykładem jest oświadczenie, jakie na spotkaniu z dziennikarzami zagranicznymi wygłosił minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Iwanow. 1 marca w Moskwie po raz kolejny powtórzył, że nie ma na świecie systemu antyrakietowego zdolnego do odparcia ataku nowych pocisków jądrowych konstruowanych przez Rosję. Minister nie podał żadnych szczegółów, powiedział tylko, że niektóre nowe systemy są już znane: chodzi o mobilne kompleksy rakietowe „Topol M“ i rakiety „Buława“.
O nowych rosyjskich rakietach strategicznych mówi się od lat. Putin szczególnie intensywnie zaczął eksploatować ten temat po roku 2001, kiedy tempa nabrały prace nad amerykańskim systemem obrony antyrakietowej. Wówczas sugerowano, że nowe głowice będą wyposażone w systemy zakłócania uniemożliwiające ich precyzyjne namierzania, a ponadto będą dysponowały prędkością, która sprawi, że ich przechwycenie będzie w praktyce niemożliwe.
Z wypowiedzi Iwanowa dowiadujemy się, że konstrukcja „wirtualnych rakiet Putina“ bazować będzie na istniejących już systemach: „Topol-M“ i „Buława“, nad którymi prace toczą się od początku lat 90-tych. Są to systemy nowoczesne, znacznie skuteczniejsze od rakiet poprzedniej generacji. Jednak nie stanowią one zapowiadanego przez prezydenta Rosji „rewolucyjnego skoku“ technologicznego.
Ponadto Rosja ma problemy z płynną wymianą starych rakiet na nowe bazujące na systemie „Topol-M“. Zatem, być może, nowe rakiety będą nie do przechwycenia, ale też nie będzie ich zbyt wiele do przechwytywania, jeśli nie nastąpi zasadnicza poprawa w utrzymaniu armii (dzisiaj większość środków jest po prostu przejadana przez armię wielkości niewspółmiernej do możliwości rosyjskiego budżetu).
...a skrzecząca rzeczywistość
Groźne grymasy Putina nie są w stanie ustrzec go od kłopotów, jakie w ostatnich miesiącach zaczynają piętrzyć się nad jego głową.
Dobrym ich przykładem jest przeprowadzona z początkiem tego roku reforma świadczeń społecznych. 1 stycznia w Rosji weszła w życie ustawa o monetaryzacji ulg. Zgodnie z jej zapisami 32 mln obywateli cieszących się dotąd licznymi ulgami traci do nich prawo, otrzymując w zamian rekompensaty pieniężne (które oczywiście nie rekompensują wszystkich utraconych przywilejów). Posunięcie to miało zredukować socjalne obciążenia rosyjskiego budżetu.
Autorytarna władza popełniła przy przeprowadzaniu reformy kardynalne błędy. Zamiast szerokiej akcji informacyjnej (która niechybnie wywołałaby niewygodną dla władz dyskusję społeczną), postanowiono ukrywać reformę przed obywatelami do chwili jej wprowadzenia. W ten sposób ponad 1/5 Rosjan dopiero zakupując bilety, lekarstwa lub płacąc za czynsz dowiedziała się, że pochodzące jeszcze z czasów ZSRS ulgi przestały obowiązywać.
Ta „szokująca“ dla przyzwyczajonego dla „darmowych“ świadczeń obywatela wiadomość wywołała wielotysięczne spontaniczne protesty w całej Rosji. Na ulicę wyszli emeryci, renciści i weterani wojenni. Zaskoczona rozmiarami protestów administracja prezydencka, zaczęła przerzucać winę za „niedogodności reformy“ na władze lokalne.
Szefowie regionów poczuli się oszukani. Nie dość, że obarczono ich nowymi obowiązkami finansowymi, nie dając jednak idących w ślad za obowiązkami uprawnień, to jeszcze przerzucono na nich odpowiedzialność za niepopularną reformę. W tej sytuacji z początku spontaniczne protesty szybko zaczęły nabierać charakteru zorganizowanego, w czym zapewne niemała zasługa gubernatorów i merów w regionach.
O tym, że władze lokalne przestały obawiać się sprzeciwu wobec Putina, świadczyć może list, jaki do prezydenta skierował mer Moskwy Jurij Łużkow, wyrażając otwartą krytykę reform i sposobu ich przeprowadzenia.
Nieprzygotowanie reformy i związanej z nią kampanii informacyjnej (w której poinformowanoby społeczeństwo o zaletach nowego systemu i przyczynach, dla którego jest on wprowadzany), brak rozeznania co do nastrojów społecznych, wreszcie brak scenariuszy awaryjnych, pozwalających uchronić reformę w przypadku konfliktu społecznego – wszystko to świadczy o słabości obecnego systemu rządów w Rosji.
Terror i propaganda
Odpowiedź Kremla, zdominowanego przez byłych funkcjonariuszy KGB, była łatwa do przewidzenia. Podobnie jak w polityce zagranicznej za najlepsze lekarstwo uważa się manifestacyjny szantaż i terror.
21 lutego podczas narady z rządem Putin zażądał od ministra spraw wewnętrznych zaostrzenia działań „przeciwko bandytom“ na Północnym Kaukazie (wiadomo, że pragnąc odbudować swój autorytet nadszarpnięty wydarzeniami w Gruzji i na Ukrainie Putin chce dokonać zbrojnej interwencji w Wąwozie Pankiskim leżącym na terytorium Gruzji – ostatnio pretekstu udzieliło francuskie MSZ twierdząc, że ma dowody, iż na terenie wąwozu produkowana była broń chemiczna dla Al-Kaidy).
Ponadto Putin pochwalił MSW za ostatnie akcje (polegające głównie na szturmowaniu z ciężkiej broni budynków mieszkalnych, w których mieliby ukrywać się terroryści). Jedyne zastrzeżenie, jakie zgłosił, dotyczyło terminologii: nie życzył sobie, by używać określeń typu „dżamaat“, lecz nazywać bojowników „bandytami“.
Z kolei w odpowiedzi na protesty społeczne partia prokremlowska „Wspólna Rosja” zaczęła organizować manifestacje poparcia dla prezydenta i jego reform. Gdy 12 lutego na ulice rosyjskich miast wyszło ćwierć miliona przeciwników Putina, media pokazywały przede wszystkim manifestację „Wspólnej Rosji” w Moskwie, na którą zgoniono około 40 tysięcy demonstrantów z portretami prezydenta i transparentami zapewniającymi o zaufaniu do niego i poparciu dla jego polityki. Jak informowały niezależne media: studenci, emeryci i pracownicy budżetówki byli zmuszani do udziału w oficjalnej manifestacji groźbami wyrzucenia z uczelni, pozbawienia dokumentów uprawniających do świadczeń lub obietnicami gratyfikacji finansowej.
Bojówki łysych, lekiem na niestabilność
W obawie o „pomarańczową rewolucję“ w Moskwie administracja prezydencka przystąpiła do odgórnego budowania „młodzieżowego aktywu“, który na ulicy stawi czoła ewentualnym młodzieżówkom opozycji (wzorowanym na ukraińskiej „Porze“ - która w znacznej mierze przyczyniła się do sukcesu pomarańczowej rewolucji na Ukrainie).
26 lutego w Sołniecznogorsku pod Moskwą odbył się zjazd ruchu młodzieżowego „Nasi", w najściślejszej tajemnicy tworzonego pod auspicjami Kremla. Kilku dziennikarzy, którzy potajemnie dostali się na zjazd, zostało pobitych.
Kuratorem „Naszych“ jest wiceszef administracji prezydenckiej Władisław Surkow, a bieżącymi sprawami organizacyjnymi kieruje dotychczasowy lider prokremlowskiej młodzieżówki „Idący razem“ Wasilij Jakiemienko.
Według relacji dziennika „Kommiersant“, wśród uczestników zjazdu można było wyróżnić między innymi: aktywistów „Idący razem“ oraz formację siłową, czyli wygolonych, nacjonalistycznych osiłków w dresach, którzy mają stanowić trzon organizacji.
Czy jednak grupki wygolonych recydywistów skandujących pod wielkorusko-nazistowskimi symbolami jest w stanie obronić Władimira Putina przed nim samym?
Putin wrogiem nr 1
Mimo prób łagodzenia nastrojów społecznych oraz przypominania Rosjanom, że mają silnego i skutecznego prezydenta, demonstracje zaczęły coraz bardziej nabierać charakteru politycznego.
12 lutego w całej Rosji wyszło na ulice blisko ćwierć miliona obywateli. Demonstracje miały miejsce w niemal 300 miastach, uczestniczyły w nich partie opozycyjne z komunistami i liberalnym „Jabłokiem“ na czele. To wówczas dała o sobie znać nowa młodzieżówka „Idący bez Putina“ (przez opozycję do proputinowskiej „Idący razem“)
23 lutego w dniu Obrońcy Ojczyzny, obok tradycyjnych oficjalnych akademii i koncertów, w wielu miastach odbywały się masowe demonstracje antyputinowskie organizowane przez różne siły polityczne.
W Moskwie najliczniejszą, kilkunastotysięczną demonstrację zorganizowała Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPFR) z Ruchem Wsparcia Armii, Związkiem Oficerów, Partią Narodowo-Bolszewicką i innymi. Jej uczestnicy domagali się powstrzymania rozpadu armii, przywrócenia ulg socjalnych i odwołania zapowiedzianej reformy komunalnej.
Z kolei przedstawiciele opozycji demokratycznej pikietowali pod hasłami zakończenia wojny w Czeczenii. Wiece, pochody i happeningi zorganizowały organizacje lewackie, anarchistyczne, liberalne.... Demonstracje odbywały się w Petersburgu, Krasnodarze, Kazaniu, Tomsku i wielu innych miastach.
27 lutego w Permie odbył się „Marsz pustych garnków“ - kilkusetosobowa demonstracja najuboższych przeciwko likwidacji ulg socjalnych oraz polityce Kremla i rządzącej w regionie Wspólnej Rosji. Manifestanci spalili kukłę o trzech twarzach - prezydenta Putina, gubernatora obwodu i mera Permu.
W Swierdłowsku rozpoczęła się głodówka ratowników z Czarnobyla, których nie stać na leczenie. Protesty przeciwko odebraniu ulg odbyły się także w Moskwie i Stawropolu.
Konflikty wokół władzy
Część komentatorów jest zdania, że protesty apogeum mają już za sobą. Zapominają jednak nieudolna reforma socjalna i późniejsze protesty ukazały opozycji istotę słabości tak sprawnego na co dzień autorytarnego systemu władzy. Jest on zupełnie nieefektywny w chwilach kryzysu. A zatem, czemu by nie pomóc kryzysowi – szczególnie, gdy na wszystkich poziomach państwa zaostrza się walka o władzę?
W połowie lutego zaczęła wchodzić w życie nowa metoda wyznaczania władz w regionach. Starzy dygnitarze, pamiętający jeszcze erę Jelcyna, zaczęli być zastępowani ludźmi bezpośrednio zależnymi od administracji prezydenckiej.
Nowy mechanizm wyłaniania władz zbiegł się w czasie z porażkami Putina na arenie międzynarodowej (bo tak jest w Rosji odczytywane zwycięstwo prozachodniej opozycji na Ukrainie i w Gruzji). Siłowe metody nie przynoszą też pozytywnych efektów na terenie samej Federacji.
Nierozwiązanym pozostaje konflikt w Czeczenii, a już pojawiają się nowe. W grudniu policja dokonała wyjątkowo brutalnej rozprawy z setkami młodych demonstrantów w Błagowieszczeńsku w Baszkirii. Około tysiąca młodych ludzi zostało po prostu skatowanych przez milicję. Baszkiria jest największym zagłębiem wydobywczym ropy naftowej w rejonie Uralu.
26 lutego na znak protestu wobec brutalności władz kilkunastotysięczną demonstrację w stolicy regionu Uffie zorganizowała tamtejsza opozycja. Pomarańczowe sztandary, jakie nieśli demonstranci, miały jednoznaczną wymowę. Do opozycji demonstrującej pod hasłami politycznymi dołączyli emeryci niezadowoleni z likwidacji ulg socjalnych.
Na razie władze odmówiły dialogu z opozycją. Sprzymierzeńcem rządu jest rosyjska zima. Jednak liderzy baszkirskiej „pomarańczowej rewolucji“ zapowiedzieli powtórkę protestów w dniu 25 marca, gdy zrobi się nieco cieplej.
Kasjanow nowym Juszczenką?
Wiosna może okazać się dla Putina czasem próby. Coraz więcej środowisk polityczno-społecznych przygotowuje się do konfrontacji.
Z ostrą krytyką Putina wystąpił przed kilku dniami były premier Rosji Michaił Kasjanow. Na zwołanej przez siebie konferencji krytykował władze, które odeszły od wartości demokratycznych i od zasad, które same proklamowały. Politykę społeczno-gospodarczą, zwłaszcza reformę socjalną, uznał za nieudolną, skrytykował zniesienie wyborów gubernatorskich i prześladowanie Jukosu. Opowiedział się za konsolidacją sił demokratycznych i nie wykluczył, że wystartuje w wyborach prezydenckich w roku 2008.
Konferencję Kasjanowa poprzedziła jego podróż do USA, gdzie spotykał się z politykami i biznesmenami i wygłaszał nieprzychylne dla Kremla wykłady na temat sytuacji w Rosji.
Konsolidację sił zapowiadają liberałowie z „Jabłoka“ oraz Sojusz Sił Prawicowych. 15 lutego przedstawiciele obu ugrupowań na posiedzeniu „Komitetu 2008 - Wolny Wybór“, konferowali nad powołaniem nowej, wspólnej partii demokratycznej. Powołano grupę roboczą, która zajmie się formułą utworzenia nowej partii.
Oficjalnie przeciw Putinowi wystąpili też rosyjscy intelektualiści, Zwrócili się oni do międzynarodowych organizacji praw człowieka, w tym do Amnesty International, z apelem o uznanie byłego szefa Jukosu Michaiła Chodorkowskiego, przetrzymywanego od półtora roku w areszcie, za więźnia politycznego. Ich zdaniem toczący się proces Chodorkowskiego jest stronniczy i motywowany politycznie, sąd akceptuje wszystkie wnioski oskarżenia, odrzuca natomiast inicjatywy i dowody obrony. Pod apelem podpisali się znani naukowcy, pisarze i artyści, m.in., Aleksandr Jakowlew, Danił Granin, Borys Strugacki, Ludmiła Ulicka, Oleg Basiłaszwili.
Jakby tego było mało, siły polityczne w Kaliningradzie coraz głośniej domagają się autonomii w ramach FR włącznie z prawem do prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej.
Kumulacja błędów
Od czasów objęcia urzędu premiera w sierpniu 1999 Putin nie spotkał się jeszcze z tak silną opozycją wobec siebie. Jeśli komuś zależy na zakończeniu jego władztwa, to nigdy dotąd nie pojawiła się równie dogodna po temu okazja.
Złożyło się na to szereg przyczyn. Główne przyczyny wewnętrzne to:
próba
zreformowania obciążającego ponad miarę państwo systemu świadczeń
socjalnych, który dławi rosyjską gospodarkę oraz dramatycznie
ogranicza swobodę działań finansowych rządu
oraz
rozpoczęcie procesu wymiany władz w regionach, na w pełni lojalnych
funkcjonariuszy prezydenta,
Zewnętrzne:
świadomie
i konsekwentnie prowadzona od co najmniej 3 lat polityka
„demokratyzacji republik posowieckich“ w Europie, w
rejonie Kaukazu i Azji Centralnej prowadzona przez Stany Zjednoczone,
która zaowocowała bezkrwawymi przewrotami w Gruzji i na
Ukrainie, obecnością wojskową USA w rejonie Kaukazu i w Azji
Centralnej oraz wsparciem dla „procesów
demokratyzacyjnych“ w samej Rosji.
Nie sposób nie zauważyć, że po raz pierwszy władze USA tak otwarcie i konsekwentnie krytykują system rządów w Rosji. I trudno się temu dziwić, skoro Rosja Putina sprzedaje technologię jądrową Iranowi, broń Syrii i Wenezueli Hugo Chaveza, wspierającego narkotykową partyzantkę w Kolumbii – nie wspominając już o antyamerykańskich osiach budowanych z Niemcami i Francją z jednej, a Chinami z drugiej strony.
Z
punktu widzenia USA zamiast troszczyć się o proamerykańskie
nastawienie Berlina czy Paryża, znacznie sensowniejszym byłoby
pozbawienie europejskich liderów kluczowego sojusznika. Bez
antyamerykańskiej Rosji Putina, mrzonki o strategicznym sojuszu
eurazjatyckim Chiraca i Schroedera pozostaną ledwie mrzonkami.
Można
zatem oczekiwać, że polityka „demokratyzacji“ byłego
ZSRS, która tak skutecznie podkopuje autorytet Putina, będzie
prowadzona konsekwentnie co najmniej do końca kadencji George'a Busha
w roku 2008. Albo do upadku Putina.
Demokracja bez Putina
Trochę na własne życzenie prezydent Rosji w krótkim czasie dał broń do ręki i powód do mobilizacji wielu swoim wrogom politycznym. Jego przeciwnicy mają za sobą sporą część rosyjskiej ulicy, która nie zapomni tak łatwo odbierania przywilejów i „utraconej na rzecz jankesów Ukrainy“.
Jeśli by Putinowi udało się przetrzymać ten kryzys i umocnić swoją władzę, Rosja mogłaby stać się państwem bardzo niebezpiecznym. Autorytarnym, centralnie zarządzanym, dążącym do restytucji rosyjskiego imperium co najmniej w granicach byłego ZSRS.
Można zatem oczekiwać, że przeciwnicy wewnętrzni i zewnętrzni dołożą wszelkich starań, by Putin tego kryzysu nie przetrzymał. By klan „czekistów“ utracił władzę, a Rosja stała się wzorową, zdecentralizowaną demokracją nieskorą do antyamerykańskich awantur.
Artur Rojek