
![]()
Teczka Kwaśniewskiego:
Zarejestrowany pod numerem 72204
Wkrótce sejmowa komisja śledcza otrzyma materiały z Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące kilkunastu osób, m.in. także Aleksandra Kwaśniewskiego. W czasie ostatniej kampanii prezydenckiej ujawnione zostały niektóre materiały służb specjalnych PRL dotyczące jego osoby.
W sierpniu 2000 r. UOP przesłał do sądu lustracyjnego dokumenty mające świadczyć o współpracy Aleksandra Kwaśniewskiego z SB. Dokumenty przekazane przez UOP - które nie były wcześniej znane ani rzecznikowi interesu publicznego, ani ministrowi-koordynatorowi służb specjalnych, dotyczyły agenta “Alka”. Według tych materiałów miał nim być właśnie Kwaśniewski. Na ich podstawie sąd zdecydował wszcząć proces lustracyjny. Dokumenty te wskazywały m.in., że:
23
czerwca 1982 r. Kwaśniewski
został zarejestrowany przez Wydział XIV Departamentu B pod nr 72204 w
kategorii zabezpieczenie.
29
czerwca 1983 r. zmieniono
kategorię rejestracji na TW pseudonim “Alek”.
3
grudnia 1983 r. przeniesiono
rejestrację na stan Wydziału VII Departamentu III MSW.
7
września 1989 r. dokonano
wyrejestrowania.
Podstawa rejestracji, to zapis w pozycji nr 72204 dziennika rejestracyjnego sieci agenturalnej MSW, załącznik nr 2. Nazwa tego druku jest jednak myląca, ponieważ w rzeczywistości odnotowywano w nim wszystkie rejestracje, zarówno agentury, jak i figurantów, tj. osób rozpracowywanych, oraz spraw operacyjnych, a także same sprawy – tłumaczył w Sejmie już po zakończeniu procesu lustracyjnego minister Janusz Pałubicki..
Kwaśniewski zaprzeczył tym informacjom. Pomocne dla niego okazal się fakt, że uznano, iż agent “Alek” pracował w “Życiu Warszawy”. I na tej podstawie prezydent oparł swoją obronę, twierdził bowiem, że nie pracował w tej gazecie. Po kilkunastu dniach procesu sąd lustracyjny orzekł, że Kwaśniewski nie skłamał w swoim oświadczeniu.
Dokumenty „Alka” dotyczą Kwaśniewskiego
Jednocześnie sąd stwierdził, iż “zabezpieczenie operacyjne” w materiałach służby bezpieczeństwa i późniejsza zmiana jego kwalifikacji na “tajnego współpracownika” o pseudonimie Alek dotyczą Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak stwierdził w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Grzegorz Karziewicz, materiały przekazane przez UOP były autentyczne: Nie ma podstaw do kwestionowania rzetelności przekazanych materiałów. Udostępnione na żądanie sądu oryginały dziennika rejestracyjnego i dzienników koordynacyjnych zawierają wpisy autentyczne (…). Z dokumentów tych (…) wynika, że w 1982 roku dokonano zabezpieczenia wskazanej osoby pod pozycją 72204, a w 1983 roku zmieniono kwalifikację, przyjmując, iż jest to tajny współpracownik o pseudonimie “Alek". (…) Zarówno to zabezpieczenie, jak i zmiana kwalifikacji na tajnego współpracownika dotyczy osoby pana Aleksandra Kwaśniewskiego.
Przewodniczący składu sędziowskiego stwierdził także, że nie było możliwości sprawdzenia, czy zakwalifikowanie Kwaśniewskiego jako TW było zgodne ze stanem rzeczywistym, ponieważ sąd nie otrzymał ani kart rejestracyjnych, ani teczki personalnej tajnego współpracownika. Sędziowie nie uzyskali także informacji, czy złożył on ustną bądź pisemną deklarację współpracy.
Już po zakończeniu procesu lustracyjnego Kwaśniewskiego koordynator służb specjalny minister Pałubicki tłumaczył w Sejmie: Czy numer 72204 to jest numer ustalony przez sąd? Proszę państwa, tak. Problem dla sądu polegał na czymś innym. Nawet istniejące w dokumentach zobowiązanie osoby do współpracy - na przykład: ja, taki i taki, zobowiązuję się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, będę występował pod pseudonimem takim i takim, zobowiązuję się wszystko zachować w tajemnicy - załącza się do akt, ale z punktu widzenia sądu ten dokument i zarejestrowanie nie ma decydującego znaczenia. (…) Fakt zarejestrowania jest bezsporny i stwierdził to sąd, nie tylko urząd. Sąd w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że pod tym numerem ta osoba jest zarejestrowana, że “Alek” i że w tych latach.
Meldunek z Seulu
Później ujawniono także, że UOP znalazł materiały operacyjne z okresu olimpiady w Seulu, kiedy Kwaśniewski był ministrem sportu. Pałubicki ujawnił, że była to notatka służbowa z 3 września 1988 r., w której znalazły się następująca informacja: Melduję, że w 229-osobowym składzie ekipy narodowej udającej się na igrzyska olimpijskie w Seulu uplasowano 29 osobowych źródeł informacji różnej kategorii,
W meldunku wymienione zostały różne kategorie tych źrodeł, podano także na kontakcie, jakiego wydziału znajdowały się te źródła.
Pałubicki podał, że w ścisłym kierownictwie ekipy olimpijskiej znajdowały się takie źródła: 3 TW, 1 konsultant, 1 KS, czyli kontakt specjalny: Archiwiści Urzędu Ochrony Państwa wzięli powszechnie dostępną książkę, w której przeczytali: Kierownictwo polskiej ekipy składa się z następujących osób: prezesa PKOZ ministra Aleksandra Kwaśniewskiego, szefa misji olimpijskiej dr. Stefana Paszczyka, zastępcy szefa misji, szefa zespołu sportowego Janusza Tracewskiego, attache olimpijskiego dr. Zygmunta Szulca, sekretarza generalnego PKOl Janusza Pawluka, szefa zespołu organizacyjnego Zbigniewa Sikory, szefa zespołu medycznego Zbigniewa Rusina. Proszę państwa, 7 osób w kierownictwie, oficjalnie, w oficjalnym wydruku. I notatka służbowa, że wymienione źródła uplasowane są w ścisłym kierownictwie ekipy.
Ówczesny szef służb specjalnych powiedział również, że nie należy traktować orzeczenia sądu jako ostatecznego dowodu: Natomiast proszę też nie traktować tego tak, że ustalenie sądu, że ktoś nie skłamał w oświadczeniu lustracyjnym, jest dowodem na to, że ten ktoś agentem nie był. Nie. To może oznaczać, że sąd miał za mało dowodów albo, że dowody z punktu widzenia sądu były niekompletne, bo je zainteresowani funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa niszczyli. I na przykład w tej sprawie sąd stwierdził, że ten numer i ta rejestracja dotyczyła Aleksandra Kwaśniewskiego, ale nie orzekł, że skłamał on w oświadczeniu lustracyjnym.
W okolicach „Olina”
Kilka lat wcześniej nazwisko Kwaśniewskiego pojawiło się przy okazji “afery Olina” i oskarżenia premiera Józefa Oleksego o współpracę z KGB. W styczniu 1996 r. tygodnik "Wprost" stwierdził, ze poza "Olinem" w elitach naszej władzy działa jeszcze czterech innych rosyjskich agentów, w tym m. in. o pseudonimach “Kat” i “Minim”. Problemem jest również sprawa, kto się kryje za tymi dwoma ujawnionymi pseudonimami. Jeden z autorów tekstu we “Wprost”, Stanisław Janecki, mówił: Wiemy, kim są “Kat” i “Minim”. Wiemy także, kim są dwie inne osoby zakwalifikowane w Moskwie jako wartościowe źródła informacji. Zastanawiamy się, co z tą wiedząa zrobić. Nasza decyzja będzie zależała od tego, jak będzie się rozwijać sytuacja w Polsce.
Kilka miesięcy później Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa, podczas konferencji wspomniał nazwisko prezydenta w związku z rosyjskim agentem o pseudonimie "Kat", a nazwisko ówczesnego szefa URM Leszka Millera w powiązaniu z agentem o pseudonimie "Minim". Moczydłowski powiedział: Pozostaje zadać pytanie ministrowi spraw wewnętrznych Zbigniewowi Siemiątkowskiemu, czy być może nie jest tak, że snuje się podejrzenia, iż za pseudonimami Kat stoi nazwisko Aleksandra Kwaśniewskiego, a Minim nazwisko Leszka Millera. Zdaniem Kwaśniewskiego było to oszczerstwo, nawet, jeśli jest "ze znakiem zapytania". Moczydłowski nie odwołał tych sugestii, a Prokuratura Wojewódzka w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa przeciwko Moczydłowskiemu.
PIOTR BĄCZEK