
![]()
Traktat Akcesyjny jest sprzeczny z Konstytucją RP
czy Trybunał Konstytucyjny wyciągnie z tego wnioski?
Niewygodna niepodległość
Konstytucja Rzeczypospolitej stanowiąc, że jest prawem najwyższym, gwarantuje niepodległość Polski. Dzisiaj okazuje się, że dla wielu jest to niewygodne. Mówił o tym podczas rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym Antoni Macierewicz, którego przemówienie drukujemy. Tytuł i śródtytuły od redakcji.
Istotą problemu, przed którym stanęliśmy, jest odpowiedź na pytanie czy Traktat Akcesyjny jest zgodny z Konstytucją RP? Posłowie, których reprezentuję, uważają, że Traktat Akcesyjny w całości jest z Konstytucją sprzeczny, a poza tym w szczególności narusza on Preambułę oraz następujące artykuły Konstytucji RP: art.1, art.2, art.4, art.5, art.6, art.8 ust.1, art 10, art.13, art.18, art.21 ust.1, art.23, art.25 ust.4, art. 55 ust.1, art.62 ust.1, art.79 ust.1, art.83, art.87, art.91 ust.3, art.95, art.101 ust.1, art.178 ust.1, art.188pkt.1, art.193, art.227 ust.1, art. 235.
Podtrzymuję w pełni to stanowisko.
Gwarancje niepodległości
Art. 8 ust. 1 Konstytucji RP mówi wprost „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej” a ust. 2 „Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba, że Konstytucja stanowi inaczej”. Jest to sytuacja wyjątkowa wśród państw Unii Europejskiej i decyduje, że wszystkie artykuły Konstytucji stanowią katalog praw będących normą zwierzchnią nie mogącą zostać podporządkowana żadnemu innemu prawu, w tym także prawu Unii Europejskiej. Potwierdzeniem tej szczególnej konstrukcji polskiego prawa jest z jednej strony sposób rozwiązania implementacji prawa UE do systemów prawnych innych państw członkowskich gdzie, jak np. - we Francji, do konstytucji wpisano zasadę udziału Francji w Unii i zwierzchnictwa prawa wspólnotowego - czy Niemiec, gdzie z kolei wzorcem nadrzędnym są prawa człowieka i tak długo póki dany system prawny nie narusza praw człowieka, tak długo jest uznawany za zgodny z konstytucją niemiecką; z drugiej zaś strony wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 27 kwietnia br. w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. W tej ostatniej kwestii Trybunał Konstytucyjny uznał, że ustawa o ENA jest sprzeczna z Konstytucją. Warto też przytoczyć stanowisko Prezydenta RP, który stwierdza „w przypadku nieusuwalnej sprzeczności prawa wspólnotowego z Konstytucją Trybunał Konstytucyjny powinien orzec o nadrzędności Konstytucji. W takiej sytuacji w moim przekonaniu, pisze dalej Prezydent, niezbędna byłaby zmiana Konstytucji bądź zmiana prawa międzynarodowego wiążącego Rzeczypospolitą Polską”. (Stanowisko Prezydenta RP w związku z wnioskami wniesionymi przez grupy posłów o stwierdzenie niezgodności Traktatu Akcesyjnego z Konstytucją RP).
Musi dziwić wprawdzie, dlaczego Prezydent uznaje, że sprzeczność z konstytucją ma prowadzić w pierwszym rzędzie do konieczności zmiany konstytucji, a nie prawa UE lub związania Polski z prawem UE. Należałoby się raczej spodziewać tego drugiego, co naszym zdaniem wypływa wprost z zasady zwierzchności Konstytucji. Jeśli jest ona prawem najwyższym, to w razie sprzeczności należy zmieniać najpierw ustawodawstwo podrzędne, a nie nadrzędne. Nie ma jednak wątpliwości, że wyrok w sprawie ENA umocnił w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego przywoływaną już wcześniej zasadę, że wejście do Unii Europejskiej nie może godzić w art. 8 ust. 1 Konstytucji mówiący o tym, że „jest ona najwyższym prawem Rzeczypospolitej.” (patrz Safjan wypowiedź dla Polskiego Radia Pr.I dn. 28 04 2004).
Trzeba też podkreślić, że Konstytucja mówi wyraźnie o tym, że stanowi prawo „najwyższe” nie zaś nadrzędne lub mające „pierwszeństwo”. Użycie przez ustawodawcę, a była nim w tym wypadku Konstytuanta, sformułowania „prawo najwyższe” nie można uznać za przypadek. Trzeba przyjąć, że chodziło o uniknięcie rozważań relacji pojęcia „nadrzędne” i pojęcia „mające pierwszeństwo”. Sformułowanie „prawo najwyższe” rozstrzyga tę dyskusję i wyklucza akceptowanie przez polski system prawny jakiejkolwiek normy niezgodnej z Konstytucją.
Nauczeni ciężkimi razami…
Zapis art. 8 Konstytucji nie powinien dziwić. W 1989 r. rozpoczął się proces odzyskiwania przez Polskę niepodległości po latach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Szczególnie istotne było tu doświadczenie okupacji sowieckiej, gdy dokładano wielu starań, by bezsporny fakt okupacji ubrać w formy prawne sugerujące niepodległy byt państwowy i dobrowolność statusu wasalnego. Trzeba przypomnieć, że w tzw. Konstytucji z 1975 r. wprowadzono zapis obowiązkowej przyjaźni z ZSRR co, jak twierdzono, nie przeszkadzało niepodległości państwowej Polski. Te m.in. doświadczenia przesądziły, że Konstytuanta w 1997 r. postanowiła wykluczyć jakąkolwiek możliwość manipulacji Konstytucją i zasadą suwerenności stanowiąc, że Konstytucja jest prawem najwyższym. Fakt ten wymaga podkreślenia także dlatego, że stanowiono Konstytucję w takim właśnie kształcie, będąc w pełni świadomym, że jej zapisy mają być przychylne recypowaniu prawa Unii Europejskiej. Trzeba zdecydowanie potwierdzić wywody prof. Barcza, prof. Beirnata i pani Wyrozumskiej wskazujące na fakt, iż Komisja Konstytucyjna brała pod uwagę perspektywę wejścia Polski do UE. Zwraca też na to uwagę w swym stanowisku Prezydent RP, który zresztą był przewodniczącym tej Komisji. Jeśli więc przygotowując Konstytucję, która miała służyć współdziałaniu przy wejściu Polski do UE, zawarto tam jednoznaczny zapis, iż jest ona prawem najwyższym, to znaczy, że kwestia Traktatu Akcesyjnego pozostawała poza dyskusją, stanowiła priorytet prawny, a nawet swoisty warunek uczestnictwa Polski w UE. Można było przecież przyjąć rozwiązanie podobne tym, jakie przyjęły wówczas kraje UE, które wprowadzały do swych Konstytucji zapisy podporządkowujące je prawu unijnemu. W Polsce tak nie uczyniono. Przeciwnie. Podporządkowanie Konstytucji uczyniono warunkiem ważności wszystkich regulacji prawnych, w tym także zawieranych umów międzynarodowych, a więc także umowy, jaką jest Traktat Akcesyjny, do którego przyjęcia się już przygotowywano. Nie ma też wątpliwości, iż takie właśnie postawienie kwestii pierwszeństwa Konstytucji stało się zasadniczym powodem jej akceptacji w referendum narodowym.
Unia – czyli żądanie zwierzchności
Tymczasem orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości począwszy od roku 1962 uznają, że prawo wspólnotowe należy stosować bezpośrednio w państwach członkowskich, oraz, że ma ono wyższą rangę od prawa wewnętrznego państw członkowskich (zasada pierwszeństwa prawa wspólnotowego). Nastąpiło to w sprawie van Gend and Loos przeciwko niderlandzkiej administracji finansowej (1962) oraz w wyroku Costa przeciwko ENEL z roku 1964. W tym drugim wypadku ETS napisał:
W odróżnieniu od normalnych umów międzynarodowych Traktat ustanawiający EWG stworzył własny porządek prawny, który wraz z jego wejściem w życie przyjęty został do porządków prawnych państw członkowskich i musi być stosowany przez ich sądy. Przez ustanowienie na czas nieokreślony wspólnoty, która ma własne organy, zdolność prawną oraz zdolność do działania na płaszczyźnie międzynarodowej, a w szczególności autentyczne prawa suwerenne, wynikające z ograniczenia kompetencji państw członkowskich lub z przeniesienia praw suwerennych państw członkowskich na Wspólnotę, państwa członkowskie ograniczyły swoje prawa suwerenne i stworzyły ciało prawne, które jest wiążące dla ich obywateli i dla nich samych.
A z kolei w orzeczeniu z roku 1970 ETS sformułował zasadę pierwszeństwa prawa wspólnotowego wobec konstytucji państw członkowskich, co potwierdził w późniejszych orzeczeniach z roku 1977 i 1979.
Dla ewolucji prawa wspólnotowego UE zasadnicze znaczenie ma jednak zapis w protokole z 1997 r. załączonym do Traktatu Amsterdamskiego. Chodzi o Protokół w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności, w pkt. 2 tego protokołu stwierdzono:
Stosowanie zasad pomocniczości i proporcjonalności odbywa się z poszanowaniem ogólnych postanowień oraz celów Traktatu, w szczególności w odniesieniu do utrzymania dorobku wspólnotowego w całości i zachowania równowagi instytucjonalnej, nie narusza to zasad ustanowionych przez Trybunał Sprawiedliwości w odniesieniu do relacji pomiędzy prawem wspólnotowym a krajowym oraz uwzględnia postanowienia artykułu F ustęp 4 Traktatu o Unii Europejskiej, zgodnie z którym „Unia sama zapewnia sobie środki, niezbędne do osiągnięcia swych celów i prowadzenia polityk”.
Oznacza to, że dotychczasowe orzecznictwo ETS i wypracowane przezeń zasady znajduje potwierdzenie traktatowe, jest jego częścią, a więc staje się tym samym częścią prawa pierwotnego, którego akceptacja przez kraje wstępujące do Unii jest warunkiem akcesji, zgodnie z art. 2 „Aktu dotyczącego warunków przystąpienia (…) Rzeczypospolitej Polskiej oraz dostosowań w Traktatach stanowiących podstawę Unii Europejskiej”.
Protokół ten wszedł w życie 1 maja 1999 r. i zgodnie z art. 311 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską (TWE) protokoły załączone do TWE za wspólnym porozumieniem państw członkowskich stanowią jego integralną część.
Dominacja w działaniu
Sprzeczność tych zapisów z Konstytucją RP, a zwłaszcza jej art. 8.1, jest oczywista i bezdyskusyjna. Uznać to musiał nawet w swym stanowisku Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz wypowiadający się zresztą w imieniu własnym, a nie Sejmu. Z niezrozumiałych jednak powodów uznał, że zasady te „są prawem wtórnym” i tylko „ogólnikowo akceptowane w prawie pierwotnym” a więc, że stanowią „zbyt wątłą podstawę” by „Trybunał Konstytucyjny mógł orzekać o tak zasadniczej kwestii” jak zgodność z Konstytucją. Argumentacja ta, choć zrozumiała w wymiarze polemiki politycznej, nie ma nic wspólnego z prawem i stanowi wyraz bezsilności wobec bezspornych faktów niezgodnych z politycznymi przekonaniami autora.
Tymczasem zasada nadrzędności prawa wspólnotowego także nad prawem konstytucyjnym stała się w Unii Europejskiej bezspornym faktem. Przyznaje to prezes Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego prof. Hans Jurgen Papier w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z dnia 28 maja 2004 stwierdzając: ”Uznajemy obecnie, że prawo unijne ma priorytet nad całym prawem wewnętrznym, także nad konstytucją”. Prawo niemieckie potwierdziło ten stan rzeczy w 2000 r., gdy na skutek orzeczenia ETS w sprawie Tanja Kreil przeciwko Republice Federalnej Niemiec dokonano zmiany Konstytucji RFN. Najnowszym dowodem takiego stanowiska jest orzeczenie ETS z 26 kwietnia br. w sprawie C-376/02 w postępowaniu Stichting „Goed Wonen” przeciwko Staatssecretaris van Financien mającej za przedmiot wniosek o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym złożony przez Hoge Raad der Nederlanden, gdzie ETS przyznaje państwu członkowskiemu prawo nadawania ustawie moc wsteczną ze względu na szczególne okoliczności. Istotne jest tu to, że ETS uznaje się władnym ingerowania zarówno w materię jak i w tryb stanowienia prawa w krajach członkowskich. ETS nadając sobie prawo aprobowania ustaw tym samym przyznaje sobie prawo ich kwestionowania, kto bowiem może więcej, może i mniej, a nie ma wątpliwości, że wprowadzenie ustawy do systemu prawnego jest działaniem dalej idącym, niż jej zakwestionowanie.
Jak Kwaśniewski naród oszukał
Z tych właśnie względów grupa posłów przeze mnie reprezentowanych skierowała wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie sprzeczności Traktatu Akcesyjnego z Konstytucją RP. Zapewne wniosek ten nie byłby konieczny gdyby Prezydent Rzeczypospolitej wykonując swoje obowiązki strażnika Konstytucji zdefiniowane w art. 122 ust.3 oraz 126 ust. 2 a także świadom stanowiska przedstawicieli nauki polskiej i wystąpień grup posłów wskazujących na sprzeczność między Traktatem Akcesyjnym a Konstytucją RP skierował Traktat Akcesyjny do badania wstępnego przez Trybunał Konstytucyjny. Tak się jednak nie stało. A szkoda, gdyż już w 2002 r. m.in. prof. Barcz, wskazał 4 artykuły Konstytucji RP, z którymi pozostają w sprzeczności rozwiązania Traktatu Akcesyjnego tak dalece, że ich zmiana według prof. Barcza jest „bardzo pożądana” (Jan Barcz, „Członkostwo Polski w Unii Europejskiej a Konstytucja z 1997 r., Czy zmieniać Konstytucję”, Instytut Spraw Publicznych Warszawa 2002).
Zamiast więc, zgodnie ze swymi obowiązkami i kompetencjami, skierować Traktat Akcesyjny do uprzedniego zbadania przez Trybunał Konstytucyjny, prezydent zaangażował się w propagandę Traktatu Akcesyjnego jako aktu w pełni zgodnego z Konstytucją i przynoszącego obywatelom Polski szereg przywilejów oraz korzyści. Szczególnie istotne było stwierdzenie prezydenta zawarte w rozesłanej do milionów obywateli broszurze, że państwa członkowskie UE „zachowują swoją pełną suwerenność narodową”. Nieznane mi jest stanowisko jakiegokolwiek przedstawiciela prawa, któryby bronił tego poglądu. Raczej mamy do czynienia z opiniami, że rezygnacja z części suwerenności jest skutkiem współczesnej ewolucji pojęcia suwerenności (patrz np. Winczorek, Rzp. 14 sierpnia 2004 r.). Prezydent musiał też wiedzieć, jakie w tej kwestii stanowisko zajmuje Europejski Trybunał Sprawiedliwości i jakie ma to konsekwencje dla Polski. Obywatele działali więc w dobrej wierze, opierając się na zasadzie uznania autorytetu Głowy Państwa. Trzeba też dodać, że sądy RP stały na straży tego autorytetu tak, aby do obywateli nie mogła dotrzeć prawda o przekazywanych przez prezydenta tezach. Dowodem na to jest odrzucenie przez Sąd Okręgowy w Warszawie pozwu o zakazanie rozpowszechniania broszury ze względu na to, że zawiera ona treści nieprawdziwe. Sąd stanął na stanowisku, że broszura Pana Prezydenta korzysta z immunitetu przynależnego prezydentowi i nie podlega zaskarżeniu w trybie ustawy o referendum. Oznacza to, że Polacy byli wprowadzani w błąd co do konsekwencji przystąpienia do Unii Europejskiej i w sposób oczywisty ich decyzja nie może być traktowana jako zgoda na zmianę konstytucji.
To nie Naród chce obalić Konstytucję
Sprawa Traktatu Akcesyjnego ma szczególne znaczenie dla omawianej kwestii gdyż w nauce prawa często przywołuje się wyrażenie zgody na ratyfikację Traktatu Akcesyjnego w trybie referendum narodowego za przesłankę na rzecz uznania, że suweren, jakim jest Naród, zaakceptował Traktat Akcesyjny ze wszystkimi jego konsekwencjami - w tym także nadrzędność prawa unijnego wobec Konstytucji RP. Wywodzi się stąd, że wszelkie trudności interpretacyjne, niezgodności, a nawet oczywiste sprzeczności, muszą być interpretowane na korzyść Traktatu Akcesyjnego jako, że został on przyjęty w referendum powszechnym. Tak interpretuje pani Anna Wyrozumska (patrz: „Czy zmieniać Konstytucję” pod redakcją prof. Barcza) ale także takiej argumentacji używa Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz (patrz list do posła Jana Łopuszańskiego, oraz stanowisko w sprawie wniosku grupy posłów w omawianej sprawie), Minister Sprawiedliwości i Prezydent Rzeczypospolitej (stanowisko w sprawie wniosku grupy posłów). Pani Anna Wyrozumska twierdzi, że fakt wyrażenia zgody na ratyfikację Traktatu Akcesyjnego przez prezydenta w drodze referendum należy uznać za przesłankę traktowania Traktatu Akcesyjnego jako równoprawnego co do ważności z Konstytucją RP. Pozostali wymienieni autorzy wywodzą stąd przesłankę do uznania nadrzędności Traktatu Akcesyjnego.
Stanowisko to jest błędne. Po pierwsze dlatego, że Traktat Akcesyjny został opublikowany w Dzienniku Ustaw dopiero po referendum i nie mógł być znany obywatelom, którzy odpowiadali na pytanie: czy chcą, by Polska weszła do Unii Europejskiej - a nie: czy zgadzają się na Traktat Akcesyjny; po drugie, o ile Konstytucja RP była przyjęta w drodze referendum, to Traktat Akcesyjny ratyfikowany był przez prezydenta, a naród w referendum wyrażał jedynie na to zgodę. Ratyfikacja jest aktem osobnym, samoistnym i pełna odpowiedzialność za jego konsekwencje spada na prezydenta. Prezydent mógł, a nawet powinien skierować Traktat Akcesyjny do uprzedniego zbadania przez TK, a w razie orzeczenia niezgodności odmówić jego podpisania.
Po trzecie wreszcie, Traktat Akcesyjny jest umową międzynarodową i czerpie swoją moc na terenie Rzeczypospolitej z Konstytucji Rzeczypospolitej (patrz m.in. wypowiedź prof. Safjana z 28 kwietnia 2004 r. dla Polskiego Radia: „Moc obowiązywania prawa unijnego bierze się z Konstytucji….”). Tryb uchwalania i zmiany Konstytucji jest opisany w art. 235, a tryb ratyfikacji umów międzynarodowych w art. 90 oraz 125. Są to odrębne i odmienne procedury i nie ma wątpliwości, że przekazując Traktat Akcesyjny do ratyfikacji przez prezydenta obywatele nie wyrażali zgody na zmianę Konstytucji. Trafnie stwierdza Krystyna Pawłowicz (Rzp. 28 czerwca 2004 r.): ”Nie ma podstaw, by sądzić, że naród chciał w trybie referendum dotyczącym umowy międzynarodowej obalić własną Konstytucję.”.
Traktat podlega Konstytucji
Co za tym idzie, nie można też przypisywać tak wprowadzonym do prawa polskiego normom Traktatu Akcesyjnego waloru konstytucyjnego. W Konstytucji RP źródła prawa są enumeratywnie wymienione i jasno schierarchizowane, umowy międzynarodowe są nadrzędne wobec ustaw, ale podrzędne wobec Konstytucji. Dlatego wszędzie tam, gdzie dochodzi do sprzeczności między ustawą lub regulacją niższego rzędu a Traktatem Akcesyjnym norma ustawowa musi ustąpić. Wynika to także wprost z art. 91 ust. 2 i 3. Dotyczy to nie tylko zapisów prawa pierwotnego, ale i prawa wtórnego, zgodnie z regulacją art. 91 ust.3. Nie dotyczy to jednak sprzeczności z samą Konstytucją i próby omijania tej kwestii lub wręcz twierdzenia wywodzące zgodność prawa wspólnotowego z faktu przyjęcia go w trybie ratyfikacji za zgodą referendum muszą zostać odrzucone.
Oznacza to również, że zgodnie z art. 90 ust.1 przekazanie organizacji czy organowi międzynarodowemu kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach może się odbyć tylko przy respektowaniu zasady nadrzędności Konstytucji, a kompetencje te nie mogą być skierowane czy wykorzystane przeciw normom zapisanym w Konstytucji. Należy bowiem podkreślić wielokrotnie przypominaną zasadę (patrz Safjan, Barcz), że Traktat Akcesyjny czerpie na gruncie polskim swą moc z Konstytucji RP, a więc obowiązuje na tyle, na ile jest z nią zgodny. Oznacza to, że polskie prawo jest związane prawem Unii Europejskiej o ile to prawo nie jest sprzeczne z Konstytucją RP. Tymczasem Traktat Akcesyjny jest sprzeczny w całości ze względu na respektowanie zasady nadrzędności prawa wspólnotowego nad konstytucją kraju członkowskiego przyjętą w prawie traktatowym UE ostatecznie wraz z protokołem do Traktatu Amsterdamskiego.
Atak na prawa obywatelskie
Nie omawiając tu wszystkich wskazanych we wniosku artykułów Konstytucji RP, z którymi sprzeczne jest prawo wspólnotowe pragnę zatrzymać się na trzech kwestiach.
Po pierwsze chodzi o art. 62 ust.1, który stanowi, że ”Obywatel polski ma prawo…wybierania przedstawicieli do organów samorządu terytorialnego…”. Tymczasem art. 19 ust. 1 TWE mówi, że każdy obywatel Unii ma prawo głosowania i kandydowania w wyborach lokalnych w państwie członkowskim, w którym ma miejsce zamieszkania, na takich samych zasadach, jak obywatele tego państwa.
Jak wskazuje Stanisław Biernat w pracy „Czy zmienić Konstytucję” (pod redakcją Jana Barcza, Warszawa 2002 r.) większość naukowców uważa, że „prawa proklamowane w Konstytucji jako obywatelskie nie mogą być przyznane osobom nie będącym obywatelami polskimi”. I choć sam autor skłania się do innego rozwiązania przyznaje, że pogląd ten jest odosobniony. Trudno zresztą by było inaczej. Rozszerzenie praw obywatelskich na osoby nie będące obywatelami jest najbardziej drastycznym naruszeniem konstytucji RP, gdyż uderza w istotę Narodu, który, przypomnijmy, definiowany jest jako wspólnota obywateli. Nietrafne jest więc stanowisko, że realny fakt istnienia wspólnoty lokalnej składającej się z osób zamieszkujących daną miejscowość jest przesłanką do wyposażenia tych osób w prawa obywatelskie. Po pierwsze bowiem, istnienie wspólnoty lokalnej nie zmienia faktu, że takie działanie oznaczałoby uszczuplenie praw obywateli polskich i nie jest też argumentem, że mogą oni korzystać z analogicznego prawa w innych państwach UE. Po drugie jednak trzeba wskazać, iż argument taki mógłby być podniesiony przez inne osoby nie posiadające obywatelstwa polskiego i nie będące obywatelami Unii, a zamieszkujące na danym terenie. Trzeba sobie uświadomić, że sytuacja taka nie jest teoretyczna, lecz na wielu obszarach praktyczna i dotyczy wielu grup ludności spoza Unii Europejskiej. Najważniejszy jest jednak realny fakt uszczuplenia praw obywatelskich, a więc działania przeciw zapisanej w Konstytucji zasadzie zakazu uszczuplania tych praw, chyba, że dzieje się to w drodze zmiany Konstytucji. W przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z próbą ominięcia Konstytucji poprzez działanie aktem niższej rangi, co jest niedopuszczalne - jak orzekł Trybunał w sprawie zmiany kodeksu postępowania karnego implementującego Europejski Nakazu Aresztowania.
Odrzucony nakaz aresztowania, zagrożone ziemie zachodnie
Po drugie, trzeba wskazać na sprzeczność umowy ramowej z 13 czerwca 2002 r. w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania z art. 55 ust. 1 Konstytucji RP. W tej sprawie Prezydent RP wnioskuje o umorzenie uznając, że Trybunał Konstytucyjny nie jest właściwy do rozpoznawania decyzji ramowej jako prawa wtórnego. Trzeba jednak wskazać, że decyzja ramowa jak stwierdza to prof. Rudolf Geiger w swej pracy (Komentarz do Traktatów Europejskich, Monachium 2004) jest umową międzynarodową, bowiem prowadzi do związania się zgodnie z normami prawa międzynarodowego, a różni się od klasycznej umowy tylko tym, że nie potrzebuje odrębnej zgody parlamentu. Tak więc nie jest właściwe przyrównywanie decyzji ramowej do dyrektywy, co czyni się w aspekcie podobnych skutków. Dyrektywa jest aktem ponadnarodowym, a decyzja ramowa jest umową międzypaństwową. Tak więc decyzja ramowa będąc uproszczoną umową międzynarodową zgodnie z dyspozycją art. 188 ust. 1 podlega rozpoznaniu przez Trybunał podobnie, jak podlegają temu rozpoznaniu wszelkie inne umowy międzynarodowe bez względu na sposób ich zawarcia i ogłoszenia. W związku z tym Trybunał ma obowiązek rozpoznania zgodności decyzji ramowej z 13 czerwca 2002 r. o Europejskim Nakazie Aresztowania z art. 55 ust.1 Konstytucji RP.
Po trzecie wreszcie, trzeba podkreślić sprzeczność art. 6 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej z art. 21 ust. 1. Sprzeczność Traktatu Akcesyjnego wynika stąd, że prawo Unii odnosząc się do wspólnych tradycji konstytucji państw członkowskich w ten sam sposób chroni prawo własności obywateli wszystkich państw. W szczególnej sytuacji Polski należy zważyć, że Konstytucja Niemiec i Konstytucja RP w ten sam sposób chroni prawo własności swoich obywateli do tych samych nieruchomości na obszarach polskich ziem zachodnich i północnych. Prawo wspólnotowe chroniąc identycznie prawa wywiedzione z obu konstytucji nie usuwa tej sprzeczności. Nie rozwiązuje też problemu odwołanie się do art. 295 TWE, bowiem nie pozwala on w sposób bezwzględnie swobodny kształtować stosunki własnościowe przez prawo państw członkowskich. Przeciwnie, prawo to ograniczone jest przez zasadę systemową zawartą w art. 6 TUE stanowiącą, że nie ma wywłaszczenia bez odszkodowania. Regulacja Traktatu Akcesyjnego sprzeczna jest z Konstytucją RP, gdyż nie rozróżnia ochrony własności ze względu na czas wejścia w prawa własności i uregulowania narodowe, a więc Traktat Akcesyjny mógłby być wykorzystany do prób podważania praw polskich właścicieli na ziemiach zachodnich. W konsekwencji jest też prawdopodobne narażenie państwa polskiego na konieczność wypłacenia odszkodowań.
Unia, złamana demokracja
Na koniec trzeba przypomnieć, że jedną z fundamentalnych zasad demokratycznego państwa prawnego, jakim zgodnie z Konstytucją jest Rzeczpospolita, jest zasada trójpodziału władz i przekazania władzy ustawodawczej wyłącznie parlamentowi. Tymczasem Unia Europejska tworzy nowy i odrębny porządek prawny, gospodarczy i społeczny. Ten nowy byt rządzi się zupełnie odmiennymi regułami, w których legitymizacja wyborcza ma drugorzędne znaczenie. Orzekł to zresztą Trybunał Konstytucyjny wyrokiem z dnia 31 maja 2004 r. w związku z wnioskiem grupy posłów reprezentowanych przez Posła Czerwińskiego w sprawie uznania za niezgodną z Konstytucją ustawę Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego. Trybunał stwierdził wówczas, że: „Nie uczyniono jednak Parlamentu Europejskiego najwyższym organem ustawodawczym Unii, korzystającym z domniemania kompetencji prawodawczej na obszarze Unii (…) Rola prawotwórcza Parlamentu jest raczej ograniczona i wyraża się w formie konsultacji, uzgadniania, kooperacji czy współdecydowania”. Faktyczne funkcje prawotwórcze spełnia w UE Rada Unii, ciało składające się z przedstawicieli rządów krajów członkowskich, a więc będące egzekutywą. Rzecz jednak nie tylko w tym, że Unia powstaje jako organizm niedemokratyczny, gdzie ciała przedstawicielskie spełniają jedynie rolę ornamentu podobnie jak było to w systemie sowieckim, rzecz w tym, że przyznając Radzie Unii funkcje ustawodawcze, które mają skutki prawne na terenie Rzeczypospolitej i ją obowiązują, wprowadza się do polskiego systemu prawnego regulacje nie podejmowane przez Sejm i Senat, jak stanowi to art. 95 ust. 1 Konstytucji - a przez organ nie pochodzący z wyboru - czym narusza się Konstytucję RP.
n