W oświadczeniu lustracyjnym napisał, że nie był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa

Marian Jurczyk - TW „Święty“


Marian Jurczyk pracował w Stoczni im. Warskiego w Szczecinie i brał udział w strajkach 1970 i 1971 roku. Ich przywódcą był Edmund Bałuka a w komitecie strajkowym działali też m.in. Józef Szymański i Eugeniusz Szerkus. W 1980 roku Jurczyk stanął na czele strajku zakładów pracy Szczecina. W 1989 roku sprzeciwiał się porozumieniom „okrągłego stołu“ i założył Solidarność `80. W 1997 roku został senatorem. Po zawiązaniu koalicji z radnymi SLD objął urząd prezydenta Szczecina.


Przedstawione tu akta SB dotycz ą osoby Mariana Jurczyka. Pochodzą z lat 70., gdy po „nielegalnym“ wyemigrowaniu z Polski Edmund Bałuka wydawał na Zachodzie radykalno-lewicowe pismo „Szerszeń“, które przesyłał do Polski m.in. do Józefa Szymańskiego i Eugeniusza Szerkusa - kolegów Jurczyka z komitetu strajkowego Stoczni Szczecińskiej.


Zgoda na współpracę


Wśród przejętych przez IPN akt SB znajduj ą się teczka personalna, teczka pracy tajnego współpracownika SB i akta sprawa operacyjnego rozpracowania kryptonim „Nawiedzony“


Podczas pierwszej rozmowy z SB w czerwcu 1977 r. Jurczyka wypytywano o kolegów z pracy m.in. o Józefa Szymańskiego, w trakcie kolejnej rozmowy, 22 czerwca 1977 roku, kpt. Leon Dynak podjął próbę pozyskania Jurczyka na tajnego współpracownika (TW). Dynak w raporcie z rozmowy pisał m.in.: “udowodniłem memu rozmówcy, że (...) będzie zamieszany w sprawę wrogą politycznie, co ujemnie może wpłynąć na jego dalszą egzystencję życiową. Pozyskany na moje twierdzenia oświadczył, że jest uczciwym Polakiem i nie chce się mieszać w sprawy polityczne, chce pracować i dalej się uczyć. (...) W dalszej rozmowie kandydat na TW udowadniał, że jako Polak nigdy nie będzie występował przeciwko swojej ojczyźnie, że on płacze jak usłyszy Polski hymn, że jest gotów pomagać w zwalczaniu zła i wrogów Polski Ludowej, że gdyby widział wrogi napis, to sam by starł go. Dynak zaproponował mu współpracę, Jurczyk zgodził się i na wstępie „napisał krótką informację dotycząc ą jego dobrych przyjaciół ob. Szerkusów“.


Treść zobowiązania do współpracy napisanego własnoręcznie 22 czerwca 1977 roku brzmiała następująco:


Ja Jurczyk Marian syn Kazimierza ur. 16.10.1935 r., w Karczenicach zobowiązuję się dobrowolnie [współpracować] z Organami Służby Bezpieczeństwa w Szczecinie, w celu ujawniania dywersyjnych działalności państw zachodnich oraz innych faktów dotyczących nieprawidłowości. Informacje na wyższe tematy przekazywał będę w formie pisemnej i ustnej, które będą obiektywne i prawdziwe, dla konspiracji współpracy informacje podpisywał będę pod pseudonimem święty (Ś).


Początkowo Jurczyk miał nosić pseudonim Kolumb (w tekście występuje przekreślone słowo „Kolómb“) ostatecznie ustalono, że będzie on nosił pseudonim „święty“.


Donosy na kolegów


Jurczyk na początku otrzymał zadania sprawdzaj ące: miał skontaktować się z żon ą Józefa Szymańskiego. Potem otrzymywał kolejne zlecenia, zbierał informacje o Szymańskim i Szerkusie. Informacje uzyskane od niego były pomocne przede wszystkim w sprawie o kryptonimie „Szerszeń“ (chodziło o przejęcie przez SB kanału kolportażu podziemnego pisma „Szerszeń“ wydawanego za granic ą przez Bałukę), ale także w innych sprawach prowadzonych przez SB. W 1977 roku aresztowano kilka osób ze sprawy o kryptonimie „Szerszeń“. W raportach chwalono go za to, że zadania wykonuje „z uwag ą i poważnie“. Jurczyk za swoje zeznania otrzymywał pieniądze - na sporządzonym przez siebie pokwitowaniu napisał: „kwituję odbiór 1000 zł tysiąc złotych od pracownika Służby Bezpieczeństwa z tytułu współpracy i za przekazane informacje dotyczące Józefa Szymańskiego“.


Nieprofesjonalne zachowanie


Nie zawsze jednak stosował się do instrukcji. Kiedy w styczniu 1978 r. otrzymał poczt ą (wysłany przez SB) egzemplarz pisma „Szerszeń“ nie poinformował o tym swojego oficera prowadzącego - tak jak mu zalecano - lecz przyniósł pismo na komendę MO. Tam w rozmowie z oficerem SB wyjaśnił, że postanowił oddać j ą w ręce SB, gdyż broszura zawiera wrogie treści. SB uznało, że Jurczyk, który w tej sytuacji zachował się nieprofesjonalnie, nie nadaje się do wykonywania odpowiedzialnych zadań operacyjnych. Kpt. Dynak napisał w notatce sporządzonej po rozmowie z Jurczykiem, że należy: „wyłączyć TW „święty“ z wykonywania zadań specjalnych w planie gry z ośrodkiem dywersji, gdyż TW swoim zachowaniem może doprowadzić do dekonspiracji“. Postanowiono, że będzie jedynie informował o „nieprawidłowościach występujących w jego zakładzie pracy“.


Współpraca nie daje zadowolenia


Jurczyk skarżył się, że współpraca nie daje mu zadowolenia, gdyż nie otrzymał do wykonania konkretnego zadania. Od stycznia 1979 r. kontakty z SB rozluźniły się. Jurczyk nie poinformował np. swojego oficera prowadzącego o kontaktach z jednym z działaczy związkowych (tym późniejszym działaczem wolnych związków zawodowych był inny agent SB). Jurczyk zaczął unikać kontaktów z oficerem prowadzącym. Na pytanie dlaczego unika kontaktów skoro sam dobrowolnie podjął współpracę, Jurczyk - według notatki oficera prowadzącego - „odpowiedział, że on zgodził się współpracować i pomagać nam w ujawnianiu kolportażu wrogich wydawnictw „Szerszeń“, natomiast przekazywanie innych informacji uważa za błahe i nieuzasadnione“. Oficer SB wnioskował o rozwiązanie współpracy z TW „święty“. Jego teczkę personalną i roboczą złożono do archiwum. Po podjęciu przez Jurczyka działalności w „Solidarności“, SB założyła na niego sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Nawiedzony“. Sprawę tę prowadzono do 1990 r.


Rzecznik kwestionuje oświadczenie


Jurczyk napisał w oświadczeniu lustracyjnym, że nie był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa. Rzecznik Interesu Publicznego zakwestionował to oświadczenie - sąd lustracyjny dwukrotnie: w listopadzie 1999 roku i w marcu 2000 r. uznał, że Jurczyk jest kłamcą lustracyjnym. W październiku 2000 r. Sąd Najwyższy nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Sąd lustracyjny ponownie dwukrotnie w marcu i czerwcu 2001 r. uznał, że złożył on fałszywe oświadczenie lustracyjne. Obrońcy wnieśli wówczas o kasację wyroku. Jurczyk mówił, że kontakty z SB nawiązał pod groźbą utraty życia, a jego informacje były dla tych służb nieprzydatne. 2 października 2002 r. Sąd Najwyższy uznał, że Marian Jurczyk nie był tajnym współpracownikiem. Według SN zachowanie Jurczyka „było w istocie rzeczy jedynie formalnym wypełnianiem procedur narzuconych mu przez funkcjonariuszy ówczesnej Służby Bezpieczeństwa (SB)“, a do podpisania zobowiązania doszło pod przymusem. Równocześnie sąd nie kwestionował faktów nawiązania współpracy z SB, tj. tego, że Jurczyk podpisał zobowiązanie, spotykał się z oficerem prowadzącym, własnoręcznie sporządził kilka raportów i złożył szereg sprawozdań ustnych. Sąd uznał też, że „informacje, które M. J. przekazywał SB, nie miały w rzeczywistości jakiejkolwiek wartości operacyjnej“.


Czy współpraca to współpraca?


Oto, w jaki sposób SN uzasadniał pobranie 1000 zł przez Jurczyka. W uzasadnieniu SN czytamy:

(...) z perspektywy Służby Bezpieczeństwa - kwota 1000 zł wręczona Marianowi Jurczykowi nie była w istocie wynagrodzeniem za przekazane informacje, czy zapłat ą za jego lojalność, lecz miała na celu umotywowanie go do dokładniejszego wykonywania zadań w stosunku do Szymańskiego i Szerkusa; z perspektywy M. Jurczyka pobranie tej kwoty stanowiło zaś jedynie uzewnętrznienie pozoru współpracowania.


Przy okazji Sąd Najwyższy przyznał, że ustawa lustracyjna jest tak skonstruowana, że pozostawia samemu lustrowanemu ocenę tego, czy jego współpraca z SB była „współpracą“ w rozumieniu ustawy. Oto stosowny fragment uzasadnienia SN:

Kwestią odrębną jest ocena stanu świadomości osoby lustrowanej w chwili składania oświadczenia lustracyjnego. Otóż ustawa skonstruowana została w taki sposób, iż składając oświadczenie, osoby wymienione w art. 7 ustawy zmuszone są do dokonania oceny charakteru kontaktów z organami bezpieczeństwa państwa (jeśli takie miały miejsce), znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy powiązania te miały charakter „współpracy“ w rozumieniu art. 4 ust. 1 ustawy, i w zależności od dokonanych przez nie ocen oświadczenia, że były lub nie były tajnymi i świadomymi współpracownikami.


SN uznał też, że nie potrzeba ponownego rozpoznawania sprawy - nie zakwestionowano bowiem zgromadzonego materiału dowodowego, jedynie - jego ocenę.


Innymi słowy: a podstawie tych samych dowodów Sąd Apelacyjny uznał, że Jurczyk był kłamcą lustracyjnym, Sąd Najwyższy zaś uznał, że nim nie był.



Witold Starnawski