
![]()
Po fiasku kontraktu norweskiego Polska nie dąży do zmiany swojej pozycji na energetycznej mapie Europy
Strategia bezruchu
Przed miesiącem pięć firm z Turcji, Bułgarii, Rumunii, Węgier i Austrii (w tym największe środkowo-europejskie koncerny energetyczne - austriacki OMV oraz węgierski MOL) podpisało wstępne porozumienie o zawiązaniu spółki Joint Venture, która przygotuje konkretny projekt budowy gazociągu „Nabucco“. Ma nim do Europy środkowej popłynąć gaz z Iranu i Turkmenistanu. PGNiG był przed rokiem sondowany przez inwestorów z Turcji, którzy patronują projektowi „Nabucco“. Jednak w kierownictwie firmy o podpisanym porozumieniu nic nie było wiadomo. PGNiG nie wyklucza swego uczestnictwa w „Nabucco“, jednak głównym polem zainteresowania firmy jest wydobycie krajowe i współpraca z Ukrainą. Nie wiadomo jednak, czy także na kierunku ukraińskim Polski nie wyprzedzi któryś z konkurentów.
W prasie tureckiej pojawiła się informacja, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) prowadzi rozmowy dotyczące zaangażowania się firmy w budowę gazociągu „Nabucco“. Zapytana przez GŁOS rzecznik PGNiG pani Małgorzata Przybylska-Bielecka zaprzeczyła tym doniesieniom: w chwili obecnej żadnych rozmów ze stroną turecką nie prowadzimy.
Jak poinformowała nas pani rzecznik, przed rokiem gościła w Polsce delegacja przedstawicieli biznesu z Turcji. W ramach spotkań reprezentanci sektora energetycznego sondowali zainteresowanie PGNiG gazociągiem „Nabucco“. Według zapewnień Małgorzaty Przybylskiej-Bieleckiej Turcy z przyczyny ekonomicznych będą zmuszeni poszukiwać nowych odbiorców i udziałowców projektu, by zwiększyć jego opłacalność ekonomiczną. Dlatego PGNiG będzie spokojnie czekał na ewentualną ofertę, szczególnie, że obok gazociągu „Nabucco“ nie mniej obiecującym jest projekt forsowany przez Ukrainę: budowy gazociągu z Turkmenistanu, przez Morze Kaspijskie, republiki kaukaskie, Morze Czarne do Europy środkowej.
Skąd mamy gaz
W chwili obecnej PGNiG zaopatruje rynek krajowy z kilku źródeł, z czego w ogólnym bilansie na uwagę zasługują dwa:
* gaz rosyjski dostarczany gazociągiem jamalskim (jest to około 5,7 mld m3 gazu, co stanowi około 42 procent zużycia krajowego),
* oraz gaz rodzimy, którego wydobycie w roku ubiegłym sięgnęło poziomu 4,3 mld m3 (około 32 procent całości zużycia).
Ponadto importujemy gazu z Azji Środkowej za pośrednictwem Ukrainy (2,7 mld m3 – 19 procent zużycia) i około 1 mld m3 gazu norweskiego i rosyjskiego reeksportowanego z Niemiec (7 procent zużycia).
Przy czym jedynie kontrakt rosyjski jest kontraktem długoterminowym i powiązanym z niezależną infrastrukturą dostawczą łączącą producenta (Rosję) z konsumentem (Polską).
Pytana o zamierzenia inwestycyjne rzecznik PGNiG podkreśliła, że firmie zależy najbardziej na zwiększeniu wydobycia krajowego z dwu zasadniczych powodów:
* gaz krajowy jest najtańszy, średnio 2,5 razy tańszy od dostaw zagranicznych,
* jego wydobycie tworzy i utrzymuje miejsca pracy w kraju.
Dlatego przygotowujące się do emisji akcji i wejścia na giełdę PGNiG planuje 43 procent środków pozyskanych ze sprzedaży akcji przeznaczyć na poszukiwania i wydobycie gazu oraz ropy naftowej ze złóż krajowych. Jak wynika z prospektu emisyjnego PGNiG pozostałe środki mają być rozdysponowane następująco:
* 25 procent na inwestycje w magazynowanie i przesył surowca,
* 22 na dystrybucję,
* 10 na inwestycje w zakresie wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej.
A co w sprawie dywersyfikacji dostaw z Rosji? Tu pani rzecznik raz jeszcze zwróciła naszą uwagę na znaczenie planowanej prywatyzacji PGNiG dla rozwoju wydobycia krajowego oraz na zalety płynące ze zwiększenia rodzimej produkcji gazu i ropy naftowej. W chwili obecnej udokumentowane są złoża o wielkości 109,5 mld m3, a można oczekiwać, że na naszych ziemiach jest jeszcze wiele zasobnych złóż gazowych do odkrycia i eksploatacji. Stąd tak ważnym jest, według pani rzecznik, by pozyskać środki na cele poszukiwawcze.
Gdy idzie o projekty międzynarodowe interesującymi wydają się dwa o znaczeniu ogólno-europejskim:
* gazociąg z Iranu do Austrii, czyli „Nabucco“,
* gazociąg z Turkmenistanu na Ukrainę.
Oba są w fazie projektu.
Dla PGNiG najbardziej obiecującym kierunkiem współpracy jest kierunek ukraiński. Po pierwsze dlatego, że gaz z Turkmenistanu byłby tańszy od gazu rosyjskiego, po drugie: na samej Ukrainie można spodziewać się sporych złóż gazu i ropy, które PGNiG zamierza eksploatować wspólnie z partnerami ukraińskimi (koszty gazu importowanego, to przede wszystkim wysokie koszty przesyłu, a w przypadku surowca z Ukrainy byłby one zbliżone do kosztów wydobycia i transportu gazu krajowego).
Środkowo azjatycka ziemia obiecana
Projekty „Nabucco“ i Turkmenistan-Ukraina mogą mieć znaczenie ogólno-europejskie i przy dobrym ich przygotowaniu należy oczekiwać wsparcia ze strony UE przy ich budowie. W ten sposób Unia Europejska uzyskałaby bowiem dostęp do czwartego, niezależnego od trzech już istniejących (gaz rosyjski, norweski i z Afryki północnej) źródła surowca, przy tym surowca wysokiej jakości, atrakcyjnego cenowo. Zarówno gaz jak i ropa z rejonu Morza Kaspijskiego odznaczają się lepszymi walorami użytkowymi od surowca rosyjskiego.
Łatwo przewidzieć, że Rosjanie zrobią wszystko co w ich mocy, by się przeciwstawić powstaniu takich alternatywnych tras, którymi przesyłane są surowce naturalne z Azji do Europy, lub by przejąć nad nimi kontrolę. W chwili obecnej republiki środkowo-azjatyckie są zmuszone godzić się na rosyjski dyktat cenowy, gdyż jedyne magistrale przesyłowe przechodzą przez terytorium Federacji Rosyjskiej.
Gdyby powstały alternatywne szlaki transportu gazu oraz ropy z Azji Centralnej do Europy, państwa tamtejsze mogłyby uzyskać lepsze ceny na swoje surowce, zwiększyłyby swoją polityczną i gospodarczą niezależność od Kremla, poprawiłyby warunki konkurencji na rynku surowcowym, a przez to zmniejszyłyby możliwości szantażu energetycznego ze strony dostawcy rosyjskiego (musiałby on również przystać na korzystniejsze ceny swojego, niższego jakościowo surowca).
O ile wadą kontraktu norweskiego była stosunkowo wysoka cena surowca (niósł on w zamian niepoddające się ocenie finansowej korzyści strategiczne – wpływające również na gospodarkę) o tyle projekty środkowo-azjatyckie niosą zasadniczo same zalety (gospodarcze i strategiczne). Dlatego dziwi nas nieco „biznesowa ostrożność“ PGNiG na tym kierunku - przy jednoczesnym, nieskrywanym zapale prywatyzacyjnym przedstawicieli Zarządu.
Prywatyzacja PGNiG
Decyzję o sprzedaży blisko 50 procent udziałów Skarbu Państwa w PGNiG podjęto na posiedzeniu Rady Ministrów pod przewodnictwem Marka Belki w październiku ubiegłego roku. Przyjęty wówczas „Program restrukturyzacji i prywatyzacji PGNiG S.A.“ przewiduje prywatyzację firmy poprzez emisję dodatkowych akcji w celu dokapitalizowania PGNiG – oraz w terminie do 6 miesięcy od dnia rozpoczęcia notowań wyemitowanych akcji zaoferowanie pakietu mniejszościowego (jak można oczekiwać, któremuś z inwestorów branżowych).
Decyzję o dopuszczeniu akcji PGNiG do obrotu publicznego Giełda Papierów Wartościowych podjęła 24 maja tego roku, realizacją oferty zajmie się Dom Maklerski PKO BP S.A. Wyemitowane zostanie 900.000.000 akcji w trzech transzach:
* w Transzy Inwestorów Indywidualnych oferuje się 270.000.000 akcji,
*w Transzy Krajowych Inwestorów Instytucjonalnych oferuje się 270.000.000 akcji
* w Transzy Zagranicznych Inwestorów Instytucjonalnych oferuje się 270.000.000 akcji,
* w Dodatkowej Puli Akcji oferuje się 90.000.000 akcji.
W sumie stanowić to ma we własności około 18 procent całości udziałów akcjonariuszy innych niż Skarb Państwa. Zatem w kolejnym etapie, który nastąpi nie później niż w 6 miesięcy od pierwszego notowania na giełdzie, sprzedany zostanie pakiet około 31 procent udziałów.
W sumie obrotny inwestor zagraniczny w przeciągu nadchodzącego roku zgromadzi około 35 procent akcji w rękach własnych. Najczęściej wymienianymi inwestorami strategicznymi są firmy rosyjskie z Gazpromem na czele i ich europejscy sojusznicy. Jeśli doliczymy do tego „krajowych inwestorów instytucjonalnych“, którymi prawdopodobnie będą firmy branżowe kapitałowo i personalnie powiązane z biznesem rosyjskim to wpływy „inwestora strategicznego“ sięgną ponad 40 procent udziałów.
Idąc dalej, można przewidzieć, że „inwestor strategiczny“ dzierżący miażdżącą większość akcji będących w obrocie publicznym, uruchomi takie mechanizmy wpływania na ich cenę, że w dającej się przewidzieć perspektywie skupi w swoich rękach lub w rękach podmiotów od siebie zależnych wszystkie akcje dopuszczone do obrotu publicznego.
To oczywiście tylko hipotezy, lecz nie trudno sobie wyobrazić, że za około rok PGNiG (monopolista na rynku dostaw gazu do odbiorców krajowych) stanie się w połowie własnością kapitału rosyjskiego (który względy polityczne i strategiczne stawia ponad prawami ekonomii, co udowodnił wielokrotnie).
Agenturalna robota?
Co uprawdopodobnia tę hipotezę?
Po pierwsze podmiot sprzedający: rząd SLD z Markiem Belką na czele. Życzliwości, jaką politycy postkomunistyczni okazują stronie rosyjskiej udowadniać chyba nie trzeba.
Po drugie: główny kierunek myślenia strategicznego w PGNiG. Wprawdzie prezes PGNiG Marek Kossowski w wypowiedzi dla Reutersa (którą, wedle naszego rozeznania, cytował turecki dziennik) wyraża się pozytywnie o pomysłach dywersyfikacyjnych (w obecnych czasach, zwłaszcza w obliczu zagrożenia terrorystycznego, dywersyfikacja dostaw wszelkiego rodzaju źródeł energii jest koniecznością i warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego państwa; oprócz projektu Nabucco jesteśmy zainteresowani ewentualnym przedłużeniem gazociągu, którym gaz z Turkmenistanu dostarczany jest na Ukrainę), lecz wyraźnie podkreślanym priorytetem jest prywatyzacja i eksploatacja złóż krajowych w sytuacji, gdy konkurenci niemal co miesiąc podpisują konkretne porozumienia (odnośnie projektów obiegających Polskę czy to od północy przez Bałtyk, czy od południa przez Bałkany i Węgry).
Po trzecie: dająca się łatwo uchwycić logika wypadków kierujących polskim importem gazu i ropy naftowej, która sprawia, że od kogo i cokolwiek byśmy kupowali, to w ostatecznym rozrachunku „są to Rosjanie“. Z reguły tego typu zbieżność jest wynikiem ciężkiej pracy licznych zespołów ludzkich nazywanych czasem siecią agenturalną. Pewnych danych co do sposobu jej funkcjonowania dają nam choćby wyniki prac dobiegającej końca sejmowej komisji śledczej badającej prywatyzację PKN „Orlen“.
Tu zabawna dygresja. Rekomendując Radzie Ministrów prywatyzację PGNiG Ministerstwo Skarbu powoływało się między innymi na pozytywne doświadczenia przy prywatyzacji „Orlenu“. Co jak co, poczucie humoru naszych decydentów nie opuszcza!
Jak to robią inni
A tymczasem na jesieni rusza budowa gazociągu północnego po dnie Bałtyku z Rosji do Niemiec. Turecki „Botas“, bułgarski „Bulgargaz“, rumuński „Transgaz“, węgierski „MOL“ i austriacki „OMV“ podpisują 29 czerwca wstępną umowę dotyczącą projektu „Nabucco“. 13 lipca OMV podpisuje umowy z ukraińskimi firmami odpowiedzialnymi za eksploatację złóż gazu i ropy w szelfie Morza Czarnego, który uznaje się za najbardziej obiecujący rejon przyszłej eksploatacji surowców energetycznych u naszego południowo-wschodniego sąsiada. OMV wraz z „Naftogasem Ukraina“ i „NSC Chornomornaftogasem“ zamierzają wspólnie zająć się odkrywaniem i wydobyciem gazu oraz ropy. Jak podkreśla kierownictwo OMV, umowa z Ukraińcami jest logicznym następstwem podobnych umów z Rumunią i Bułgarią. Monopolizacja wydobycia w rejonie Morza Czarnego ma dać austriacką namiastkę złóż własnych i zmniejszyć ich zależność od dostawcy rosyjskiego. Po stronie polskiej - nadal brakuje takiej wizji strategicznego rozwoju firmy zaopatrujących nasz rynek w gaz i ropę.
Niczego nie przesądzając, z niepokojem patrzymy na pewien bezwład decyzyjny ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne państwa. Nie brakuje logicznych, ekonomicznie zasadnych i politycznie pożądanych pomysłów. Naszym dramatem jest, że na pomysłach poprzestajemy. A jeśli już jakieś są realizowane, to trudno uznać, by ich owocem było zwiększenie się bezpieczeństwa energetycznego Polski. Czy mamy szansę to zmienić po jesiennych wyborach parlamentarnych?
Artur Rojek