
![]()
Trzecie orzeczenie sądu:
Oleksy skłamał
Józef Oleksy jest kłamcą lustracyjnym - orzekł sąd lustracyjny drugiej instancji. Wyrok jest prawomocny, ale nie ostateczny. Oleksy zapowiedział wniesienie do Sądu Najwyższego kasacji.
To był jeden z najdłużej trwających procesów lustracyjnych. Sąd wszczął postępowania lustracyjne już w czerwcu 1999 r. na wniosek ówczesnego Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego. Tajny proces zaczął się w listopadzie 1999 r. Rok później sąd pierwszej instancji uznał już, że Oleksy zataił współpracę z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym. W 2001 r. sąd drugiej instancji uwzględnił apelację Oleksego i zwrócił sprawę pierwszej instancji - aby ustaliła, czy AWO obejmuje lustracja.
W grudniu 2004 r. sąd lustracyjny pierwszej instancji orzekł, że w latach 1970-1978 Oleksy był tajnym i świadomym agentem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego LWP.
Sowieckie wzory AWO
Sąd w ustnym uzasadnieniu ujawnił wtedy wiele nowych faktów z działalności Oleksego m.in. jego współpracę z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym. AWO powstał w drugiej połowie lat 60. w ramach Zarządu II Sztabu Generalnego LWP (tzn. wywiadu wojskowego). Zadania i cele AWO określił szef Zarządu gen. Włodzimierz Oliwa.
Na temat AWO mówił “Newsweekowi” gen. Czesław Kiszczak, były minister spraw wewnętrznych oraz szef wywiadu wojskowego Potwierdzam, była instytucja o nazwie Agenturalny Wywiad Operacyjny. Więcej na ten temat nie mogę powiedzieć.
Natomiast były szef tej jednostki płk Henryk Kuckowski powiedział, że nazwa AWO była nieudolnym tłumaczeniem z języka rosyjskiego. Najprawdopodobniej decyzja o powstaniu tej formacji zapadła w Moskwie. Niektóre kursy dla oficerów AWO odbywały się w Moskwie. AWO werbował obywateli polskich, którzy mieli możliwość wyjazdu za granicę.
Oleksy został wytypowany przez oficera AWO po lekturze akt rezerwistów, miał otrzymać pseudonim “Piotr”.
AWO to też organ bezpieczeństwa
W grudniu 2004 r. przed wydaniem przez sąd wyroku ustępujący Rzecznik Interesu Publicznego sędzia Bogusław Nizieński mówił, że AWO była to zakonspirowana, elitarna struktura, w której zwerbowani wywiadowcy “realizowali zadania wyznaczane zarówno na czas wojny, jak i na czas pokoju”. Według Rzecznika Nizieńskiego, nie była zbyt liczna, a trafiali do niej ludzie “wszechstronnie sprawdzeni ideowo”. Sąd lustracyjny musiał teraz rozstrzygnąć wątpliwość, sformułowaną w 2001 r. przez wyższą instancję, czy AWO można uznać za tzw. ogniwo operacyjne służb specjalnych PRL (czyli organ, z którym współpraca podlega lustracji)?
Sąd w składzie Rafał Kaniok, Małgorzata Mojkowska i Grzegorz Pomianowski jednoznacznie orzekł, że AWO spełnia te kryteria, mimo, że przez krótki czas znajdował się w innym pionie sztabowej struktury. Zasadniczo jednak AWO było ogniwem operacyjnym II Zarządu Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego PRL.
Brał pieniądze
Już w 1969 r. AWO wytypował Oleksego, wówczas pracownika naukowego SGPiS, jako kandydata na wywiadowcę. Oleksy zgodził się na przeszkolenie w “specjalnych jednostkach rozpoznawczych WP” i zobowiązał się do zachowania w tajemnicy tych kontaktów. W latach 1970-1974 odbył kilkadziesiąt spotkań z prowadzącymi go oficerami AWO - w lokalach gastronomicznych i tzw. kontaktowych.
Sąd stwierdził, że w 1973 r. Oleksy przeszedł stacjonarne szkolenie wywiadowcze AWO.
Według sądu, samo takie przeszkolenie nie musi być ujawniane w oświadczeniu, ale “rzecz się ma inaczej, gdy ktoś wchodzi w rolę tajnego współpracownika tej jednostki”.
W dodatku po tym szkoleniu, zdaniem sądu, współpraca z AWO nasiliła się. Oleksy przekazywał, m.in. pisemnie, sprawozdania z praktyk studenckich, dane osób, z którymi utrzymywał kontakt za granicą, nazwiska i dane kandydatów na współpracowników AWO, opracowanie o wymianie naukowej z zagranicą i opis swego wyjazdu do Francji. Według sądu, najwięcej informacji - gromadzonych w “teczce pracy” - dostarczał ze swych pobytów na Zachodzie, zachowało się kilkanaście sprawozdań tego typu. W 2004 r. sędzia Rafał Kaniok w ustnym uzasadnieniu orzeczenia potwierdził także, że zachowała się teczka personalna Oleksego. Stwierdził, że to była typowa praca werbunkowo-legalizacyjna.
Sąd ustalił także, że dwa razy był on wynagradzany - raz kwotą 2 tys. zł, a raz - 1,5 tys. zł, co pokwitował pseudonimem, sąd nie ujawnił jednak pseudonimu Oleksego. Według sądu, “działalność informacyjna” Oleksego na rzecz AWO trwała do końca 1974 r.
W 1978 r. AWO zaproponował mu przekwalifikowanie do innej struktury wywiadowczej, jednak Oleksy tej propozycji nie przyjął. Podpisał oświadczenie, że kończy współpracę, bo “informacje dotyczące jego powiązań z wywiadem wojskowym wydostają się na zewnątrz”.
Po przeszkoleniu do Strasburga
W czasie wcześniejszych rozpraw ujawnione zostały inne szczegóły współpracy Oleksego z wywiadem wojskowym PRL. Według tych informacji, Oleksy zgodę na przeszkolenie podpisał 23 stycznia 1970 roku. W tym samym roku wyjechał do Strasburga.
W aktach sprawy zachowała się notatka oficera prowadzącego tę rozmowę oraz notatka jego zwierzchnika. Podczas tej rozmowy otrzymał pseudonim, w aktach sprawy znajdują się materiały podpisane tym pseudonimem. Na procesie Oleksy wypierał się faktu, że otrzymał pseudonim. Sporządzono dwie niezależne ekspertyzy. Ekspertyza sporządzona przez UOP jednoznacznie stwierdza, że na dokumencie widnieje podpis złożony przez Oleksego, natomiast druga ekspertyza zrobiona przez Instytut Ekspertyz Sądowych mówi o “bardzo dużym prawdopodobieństwie”.
Przed wyjazdem w 1970 r. do Strasburga Oleksy został “odpowiednio poinstruowany” przez oficerów wywiadu. Otrzymał też zadanie wskazania kogoś, jako kandydata do zwerbowania. Po powrocie złożył czternastostronicowy raport. Do 1973 r. spotykał się z prowadzącym go oficerem dziewięć razy, w 1973 roku zmienił się oficer prowadzący.
Ogółem odbyło się ponad 20 spotkań (tylko od czerwca 1973 roku do listopada 1974 roku spotykał się z oficerem prowadzącym 16 razy); podczas spotkań przekazywał dokumenty.
Pod koniec 1974 roku zasygnalizował, że chce się skupić na pracy doktorskiej i współpraca została przerwana na trzy lata. 27 czerwca 1978 roku Oleksy podpisał oświadczenie, że kończy współpracę. Tłumaczył, że musi zająć się obroną pracy doktorskiej, ale dodaje też niezmiernie interesujący powód. Stwierdził mianowicie, że doszło do przecieków dotyczących jego współpracy z wywiadem.
Wnioski Oleksego oddalone
Obecnie sąd drugiej instancji oddalił wszystkie odwołania obrony Oleksego, która wnosiła o pełne oczyszczenie go z zarzutu kłamstwa. Sędzia Zbigniew Kapiński w ustnym uzasadnieniu wyroku przypominał, że przesłuchano wszystkich możliwych świadków, materiał dowodowy jest pełny. Najważniejszym powodem utrzymania wyroku było jednak uznanie, że sąd pierwszej instancji prawidłowo ustalił, iż AWO był organem bezpieczeństwa PRL podległym lustracji.
Kapiński mówił, że AWO był "ogniwem operacyjnym" zarządu II Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego PRL od października 1973 r. (a zatem współpraca z nim od tej daty podlega lustracji - która zgodnie z ustawą obejmuje "ogniwa operacyjne organów bezpieczeństwa PRL"). Zatem Oleksy, który kontaktował się z AWO w latach 1970-74 (formalnie współpracę zakończył w 1978 r.) powinien był podać ten fakt w swym oświadczeniu lustracyjnym.
Obrońca Oleksego mec. Jerzy Jamka mówił, że procesy lustracyjne to "sąd nad pamięcią": Jak można wymagać od człowieka, by pamiętał wydarzenia sprzed 30 lat, tym bardziej, że oficerowie Wojska Polskiego zapewniali, iż AWO nie jest ogniwem operacyjnym organów bezpieczeństwa PRL.
Sąd oddalił jednak wszystkie zarzuty proceduralne apelacji obrony, których było ok. 20. Sędzia Kapiński mówił: Nie ilość, obszerność zarzutów, ale siła argumentów w nich zawartych, ma znaczenie dla sądu.
Jako "niespójne, a czasem wręcz sprzeczne" określił sędzia wyjaśnienia Oleksego co do jego świadomości, czym był AWO. Kapiński podkreślił, że Oleksy raz mówił, że jeszcze w maju 1973 r. na kursie AWO pytał swego dowódcę, czym jest ta służba "i uzyskał odpowiedź", a innym razem twierdził przed sądem, że "o istnieniu AWO dowiedział się czytając akta swej sprawy lustracyjnej". Dlatego sąd odrzucił tezę obrony, że zataił on współpracę z AWO, bo działał w "usprawiedliwionym błędzie".
Kapiński ujawnił również, że sąd porównywał deklarację współpracy z AWO złożoną przez Oleksego, ze zobowiązaniami innych tajnych współpracowników tej służby.
Za nietrafny sąd uznał zarzut apelacji, że jeden z sędziów I instancji był stronniczy, bo ogłosił jawnie orzeczenie, podczas gdy proces Oleksego był tajny. Uznania nie znalazł też zarzut, że pierwsza instancja nie określiła dokładnie, jaki charakter miało "kłamstwo lustracyjne" Oleksego, bo nigdy sąd - jak wyjaśnił Kapiński - nie ma obowiązku tego robić.
Sąd uznał też, że w pierwszej instancji wykonane zostały prawidłowo wszystkie wytyczne, jakie instancja wyższa nakazała zrealizować w powtarzanym procesie.
Sędzia podkreślił, że żadnego oparcia w prawie nie ma twierdzenie obrony, że sprawa Oleksego przedawniła się po 5 latach od wszczęcia postępowania lustracyjnego wobec niego. Sędzia zaznaczył, że taki przepis prawa karnego nie ma zastosowania w procedurze lustracyjnej.
Sztuczki obrony
Sąd odrzucił także argument obrony, która powoływała się na rezolucję Rady Europy, iż lustracja w państwach postkomunistycznych nie powinna trwać dłużej niż 10 lat od transformacji ustrojowej. Kapiński zaznaczył, że rezolucja ta nie jest źródłem prawa.
Odnosząc się do zarzutu, że nie rozpatrzono wniosku obrony o wyłączenie ze sprawy rzecznika interesu publicznego Bogusława Nizieńskiego, sąd przyznał, że wprawdzie w ustawie lustracyjnej jest luka nie przewidująca wyłączania rzecznika, lecz z drugiej strony obrona nie wykazała zasadności wniosku. Obecny zastępca Rzecznika Interesu Publicznego Jerzy Rodzik uznał wyrok za słuszny.
Wyrok zapadł niejednomyślnie, jeden z sędziów złożył zdanie odrębne. Był to sędzia Jarosław Góral, który uważał, że Agenturalny Wywiad Operacyjny, czyli formacja, z którą współpracował Oleksy, nie podlega lustracji. Warto przypomnieć, że Góral z braku dowodów winy uniewinnił w 1994 r. generałów SB Władysława Ciastonia i Zenona Płatka z zarzutu kierowania zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 r.
Sam Oleksy po ogłoszeniu wyroku powiedział: Głęboko się z tym wyrokiem nie zgadzam. Twierdził, że nikogo nie skrzywdził i nikomu nie zaszkodził, a traktowanie go na równi z funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa jest dla niego krzywdzące: Podpisałem jedynie zgodę na zmianę specjalizacji wojskowej z piechoty na rozpoznanie i przeszedłem przeszkolenie na wypadek mobilizacji rezerwy w razie wojny.
Oleksy zapowiedział, że wniesie wniosek do Sądu Najwyższego o kasację wyroku sądu lustracyjnego. Jest to o tyle ważne, że dopiero osoba uznana przez SN za kłamcę lustracyjnego nie może przez 10 lat pełnić funkcji publicznych.
Biesiady z Ałganowem
Przypomnijmy także, że Oleksy wcześniej był oskarżany o współpracę z KGB. W głośnej sprawie Ałganowa przyznał, że zachował się nieroztropnie, gdyż tylko “biesiadował”.
22 grudnia 1995 r. ówczesny szef MSW Andrzej Milczanowski oświadczył, że premier Oleksy współpracował z obcym wywiadem w latach 1982-1995 i był przez ten wywiad zarejestrowany jako “kwalifikowane źródło informacji”. Milczanowski dodał, że Oleksy przekazywał wiele dokumentów, w tym także tajnych. Media podawały wtedy, że współpraca Oleksego z sowieckimi służbami miała rozpocząć się już wówczas, gdy sprawował on funkcję I sekretarza KW PZPR w Białej Podlaskiej. W archiwach rosyjskiego wywiadu Oleksy miał być zarejestrowany pod pseudonimem “Olin”. Miał go zwerbować I sekretarz ambasady radzieckiej w Warszawie Władimir Ałganow.
Ałganow zatrudniony był przez pewien czas w firmie Andrzeja Kuny i Aleksandra Żagla POLMARCK. Nazwiska obydwu “biznesmenów” pojawiały się w kontekście sfery FOZZ-u. Kuna i Żagiel byli wspólnikami Sławomira Wiatra w firmie MITPOL oraz w spółkach Press Service, Saga.
Politycy SLD poddawali w wątpliwość, czy “Olin” to Oleksy, sugerowano, że może nim być współpracownik Oleksego, oficer SB, wówczas wiceminister spraw wewnętrznych Andrzej Anklewicz (jednak tej wersji nie podtrzymywano).
Po kilkunastu miesiącach wojskowa prokuratura oczyściła Oleksego i zaniechała dalszego śledztwa. 17 maja 1996 roku “Życie Warszawy” opublikowało fragmenty uzasadnienia postanowienia o umorzeniu śledztwa. Pojawiło się tam nazwisko pułkownika KGB Grigorija Jamikiszyna, pracownika konsulatu w Gdańsku, następcy Ałganowa, który miał być rosyjskim agentem przewerbowanym przez polski kontrwywiad. Kiedy Ałganow odszedł ze służby w wywiadzie Jakimiszyn miał przejąć jego kontakt.
Dokument ten w wersji oryginalnej bez wykropkowanych nazwisk prokurator Sławomir Gorzkiewicz udostępnił Oleksemu (śledztwo toczyło się bowiem “w sprawie”, a Oleksy był już tylko “świadkiem”). W materiałach tych znajdowała się notatka o informacjach przekazywanych KGB przez Oleksego do kwietnia 1992 r.
Piotr Bączek