Polska Pielgrzymka do Rzymu

Sursum corda


- Jedziecie z nami do Rzymu?

- A dadz± nam urlop...?

- Pi±tek i tak bêdzie wolny. Za³atwcie wolne na czwartek, w rodê po po³udniu ruszamy i akurat na czwartek wieczór bêdziemy w Rzymie.

Zmaganie siê z pracodawcami i wspólnikami... Liczenie oszczêdnoci, zapo¿yczanie siê. W kwietniu 2005 roku wiêkszoci pielgrzymów ostateczna decyzja o wyje¼dzie do Rzymu i jej wprowadzenie w czyn nie przychodzi ³atwo. Tyle jest przecie¿ “wa¿nych i nie cierpi±cych zw³oki rzeczy do zrobienia“.

W lad za decyzj± przychodz± kolejne trudnoci: jak± wybraæ drogê, gdzie mo¿na kupiæ bilety, co z noclegami, czy samochód pokonaæ blisko 4000 kilometrów do Rzymu i z powrotem.

Od wtorku do rody media w Polsce przynosz± seriê hiobowych wieci: Watykan zamkniêty. Centrum Rzymu lada moment zostanie zamkniête. Byæ mo¿e w czwartek zamkniêty zostanie Rzym. Nikt nie panuje nad chaosem organizacyjnym w Wiecznym Miecie. Korki zaczynaj± siê ±50 kilometrów od Rzymu. Jeli kto nie musi jechaæ, niech zostanie w Polsce, tu te¿ bêdziemy uczestniczyæ w pogrzebie Jana Paw³a II, byæ mo¿e nawet bardziej efektywnie ni¿ gdybymy udali siê do Rzymu, gdzie t³um, chaos, wysokie koszty.... W³osi podnieli dramatycznie ceny, nie sposób kupiæ nic do jedzenia za sensowne pieni±dze. Zachêcamy, tych co jeszcze nie pojechali, by udaæ siê do Krakowa, Czêstochowy, w³asnej parafii i tam uczestniczyæ w ostatniej drodze Papie¿a Polaka.

Najwiêkszych optymistów ogrania zw±tpienie.

- ...to mo¿e pojedziemy do Krakowa....


Bóg tak skonstruowa³ ludzk± naturê, ¿e ludzie, których na co dzieñ przejmuje boja¼ñ, w obliczu wyzwañ czêsto ruszaj± do przodu dodawaæ otuchy w±tpi±cym “hetmanom“.

- Bez sensu. To po to by³y przygotowania, po to nara¿alimy siê w pracy, ¿eby teraz daæ siê przestraszyæ?! ¯eby Go zawieæ po tym wszystkim co dla nas zrobi³?

Niech siê dzieje co chce... – my jedziemy do Rzymu. Jeli taka wola Bo¿a, utkniemy w korku pod Florencj±.... Ale pojedziemy. Bez wzglêdu na wszystko, pojedziemy...

Postanowione. Sprawdzamy raz jeszcze baga¿e, nape³niamy termosy gor±c± herbat±. Rodzina, przyjaciele dzwoni± z ostatnimi pozdrowieniami. Kto przywozi kartkê wotywn±, bymy j± zawie¼li do Rzymu.


Na szlaku


***


Halina, nauczycielka, 47 lat

Wiem, ¿e to przejaw ma³ej wiary, ale jestem przera¿ona jego mierci±.

Dopóki by³, by³o siê do czego odwo³aæ. Nawet, gdy kto kontestowa³ naukê Naszego Wielkiego Papie¿a to si³± rzeczy by³ na straconej pozycji. To tak, jakby karze³ stara³ siê wysadziæ z siod³a giganta.

W mojej pracy taka “instancja szczególnego znaczenia“, rzeczywista, z krwi i koci, a jednoczenie wybijaj±ca siê znacz±co ponad przeciêtnoæ, by³a szalenie wygodna. Gdy uczniowie dali mi ostro popaliæ, zawsze mia³am jaki punkt odniesienia, który dawa³ mi dystans wobec codziennych trudów. Z chwil± jego mierci przerazi³o mnie, ¿e to wszystko tracê.

Oczywicie wiedzia³am, ¿e nie jest niemiertelny. Wiedzia³am, ¿e choruje, bardzo ciê¿ko. ¯e w ka¿dej chwili mo¿e nas po¿egnaæ. To oczywiste. A jednak jego mieræ bardzo mn± t±pnê³a.

Jestem tu, bo wobec tego rozstania, wszystko, absolutnie wszystko wydaje siê ma³e i niewa¿ne. Obowi±zki w pracy, w domu, nawet przyja¼nie, które nie potrafi± doceniæ wagi tego wydarzenia wydaj± siê b³ahe, niegodne naszych starañ.

Modlê siê o jego szybk± beatyfikacjê i jeszcze szybsze wyniesienie na o³tarze. Wtedy znowu bêdzie. Nie histori±, ale rzeczywistoci±. Co w rodku, we mnie mówi mi, ¿e o ile dot±d wszystko by³o czekaniem na kolejne spotkanie z Nim, to teraz dni bêd± wype³nione oczekiwaniem chwili, w której zostanie wywy¿szony na o³tarze. Dopiero wtedy poczujê spokój duszy. Dzi jestem tu dlatego, by siê o to modliæ.

Ju¿ ³. dzieñ koczujemy w Rzymie z mê¿em. Wziêlimy po tygodniu urlopu, by móc godnie go po¿egnaæ. Wczoraj uda³o nam siê po ±0 godzinach stania w kolejce wejæ na chwilê do bazyliki. Nie potrafiê opisaæ tego, co prze¿y³am. Widzia³am go poprzednio trzykrotnie w czasie wizyt w Krakowie. Ale wczorajszego spotkania nigdy nie zapomnê. Czujê dojmuj±cy smutek, ale te¿ ogromn± wdziêcznoæ za to, ¿e mog³am go tu zobaczyæ.


***


Z ka¿dym kolejnym kilometrem zaczynamy utwierdzaæ siê w s³usznoci podjêtej decyzji. Mijamy ich na trasie. Napotykamy na polskich stacjach benzynowych, w punktach wypoczynku wokó³ czeskich, niemieckich, austriackich i w³oskich autostrad. Autobusy, wystawne limuzyny, redniaki, a nawet muzealne egzemplarze motoryzacji. Chwilami zadziwia odwaga i fantazja, z jak± Polacy podjêli siê tej pielgrzymki.

£atwo rozpoznaæ ich auta. Bia³o czerwone flagi i portrety Jana Paw³a II w oknach, czarne, ¿ó³te i bia³e wst±¿ki na antenach samochodowych, bia³o-czerwone proporczyki i ró¿añce przy lusterkach.

Ostatecznie nie wiadomo ilu ich tam by³o... milion, pó³tora, dwa, a mo¿e wiêcej....

Na granicy w Cieszynie wszystkie stanowiska odpraw pracuj± pe³n± par±. Samochody p³ynnie przekraczaj± granicê, czescy celnicy uprzejmie dope³niaj± minimum formalnoci. Przed samym punktem odpraw kilkuosobowe grupki m³odych ludzi z flagami. W rêkach kartony z napisem “do Rzymu“.

¯a³ujemy, ¿e nie mamy wiêkszego auta. Mam nadziejê, ¿e inni bracia-rodacy pomog± m³odym w dotarciu do Watykanu.

Przejazd na granicy Austrii jest jeszcze prostszy. Na co dzieñ oschli tutejsi pogranicznicy tym razem nie ukrywaj± serdecznoci. Obok ¿yczliwoci w oczach Austriaków widaæ zaciekawienie i nutkê podziwu dla sun±cych przez ca³± Europê, dumnych ze swej polskoci “unijnych nowicjuszy“. To zaciekawienie i podziw towarzyszyæ nam bêdzie do samego Rzymu.

Po granicy austriacko-w³oskiej pozosta³ tylko punkt odpraw celnych dla samochodów ciê¿arowych. Jednak tu¿ za ni± wita nas szereg aut w³oskich Carabinieri. Czy¿by ostrze¿enia o parali¿u i blokadach na drogach by³y prawdziwe?

Za Alpami panuje ju¿ wiosna. Zielone listki na drzewach, mnóstwo kwiatów. System w³oskich autostrad prowadzi nas przez Wenecjê, Padwê, Ferrarê, Boloniê i Florencjê do Rzymu.

Na kanale 9³,³ po w³osku, angielsku a czasem równie¿ po polsku nadawane s± non stop komunikaty o sytuacji na autostradach. St±d dowiadujemy siê o korku, który zatrzyma nas pod Wenecj±, a nastêpnie tu¿ po po³udniu, w okolicy Florencji.

Ponoæ najwiêkszy korek utworzy³ siê na skutek wypadku i wzmo¿onego ruchu miêdzy Mediolanem a Genu±. Wzmo¿ony ruch tworz± przede wszystkim dziesi±tki tysiêcy samochodów z Polski. Ostrzega siê kierowców, ¿e szosa z Genui do Rzymu oraz autostrada “del Sole“, mog± w najbli¿szych godzinach byæ przeci±¿one. We komunikatach wielokrotnie powtarzany jest zwrot “il Polacco“...

W³adze Wiecznego Miasta w czwartek wczesnym popo³udniem szacuj± liczbê pielgrzymów z Polski na oko³o milion. Wiêkszo¶æ tych, którzy zape³ni± w pi±tek rzymskie place jest jeszcze w drodze.


By³o nas wielu, mog³o przybyæ wiêcej


***


Zbyszek, biznesmen, lat 42

Gdy docieraæ do mnie zaczê³y informacje o tym, ¿e umiera, jaki wewnêtrzny g³os kaza³ mi zwolniæ. Wyhamowaæ tempo ¿ycia. Skrêciæ w kierunku, którego nie zna³em, bo do zesz³ej soboty by³em przekonany, ¿e jestem ateist±.

Zesz³ej soboty czas siê zatrzyma³. Zacz±³em siê zastanawiaæ, jak mi siê uda³o przegapiæ kogo takiego jak Jan Pawe³ II. Mo¿e dlatego, ¿e zawsze by³, niemal spowszednia³. Mnie za wydawa³o siê, ¿e sam lepiej potrafiê poradziæ sobie z rzeczywistoci±. Nie potrzebujê do tego wiary, papie¿a i tak dalej. Sam sobie wystarczê.

¯ona wielokrotnie usi³owa³a mnie “nawróciæ“. Bardzo dyskretnie, rzadko, tak, by nie rozbudziæ mej krn±brnoci. Bezskutecznie.

Przed tygodniem prze¿y³em dramatyczny wstrz±s. Sta³em siê lunatykiem. Mo¿e to kryzys “wieku redniego“, ale pomimo ¿yciowego sukcesu, za jakie zwyk³o siê uwa¿aæ finansowe i rodzinne powodzenie, od pewnego czasu czu³em jak±¶ pustkê w ¿yciu. Gdy us³ysza³em, ¿e nie ¿yje, ta pustka przerodzi³a siê w ziej±c± lêkiem otch³añ. Zrozumia³em, ¿e jeli nie chcê zrujnowaæ swojego ¿ycia muszê je zmieniæ. I to ten cz³owiek swoj± mierci± na oczach milionów obudzi³ we mnie, nie wiem jak to nazwaæ – mo¿e, têsknot± Boga?

Przyby³em tu z ¿on±, by mu za to podziêkowaæ i przemyleæ schemat dzia³ania na kolejne miesi±ce. Mam sporo do nadrobienia. Na szczê¶cie mam ¿onê i jego naukê. Od tygodnia czytam homilie i ksi±¿ki Jana Paw³a II i nie mogê siê nadziwiæ swojej g³upocie. Szkoda, ¿e musia³ odejæ, by mi to uzmys³owiæ, ale jeli istnieje “wiêtych obcowanie“ to mam nadziejê, i¿ siê o tym dowie.


***


Rzym to miasto odnajduj±cego swój indywidualny ³ad chaosu.

Mimo t³oku na ulicach bez wiêkszych problemów docieramy do samego centrum. Najpierw wielka obwodnica, potem Via Aurelia Roma i w czwartek wieczorem docieramy autem bez k³opotu jakie 200-³00 metrów od murów Cita del Vaticano.

Ostatecznie zatrzymujemy siê na noc w okolicy Stadio Olimpico. Tutaj, a tak¿e wokó³ wa³ów otaczaj±cych Zamek wiêtego Anio³a (u wylotu Via della Conciliazione wiod±cej na plac wiêtego Piotra) oraz w wiosce akademickiej Tor Vergata s± najwiêksze skupiska polskich pielgrzymów w Rzymie.

Jestemy wszêdzie. Nad brzegiem Tybru, w ródmiejskich uliczkach, na wszystkich placach, skwerach, miejscach zielonych... Rozbijamy namioty na trawnikach, koczujemy w samochodach.... pimy i modlimy siê na i wokó³ placu wiêtego Piotra.

Polsk± mowê s³ychaæ w ka¿dym zak±tku Rzymu. Nie trzeba nas s³yszeæ, by wiedzieæ, ¿e na ulicach króluj± Polacy. Nawet 2-³ osobowe grupki maszeruj± z bia³o-czerwonymi sztandarami przepasanymi kirem.

Podczas gdy przybysze z innych pañstw, w tym W³osi z odleg³ych rejonów Italii, by gociæ w Rzymie potrzebowali miejsc hotelowych, choæby przyczepy kempingowej ustawionej przy ulicy, to Polacy zadowalali siê kawa³kiem trawnika, fotelem w aucie. Biedni, bogaci, nawet “obrzydliwie zamo¿ni“ w³aciciele sportowych mercedesów i audi spali jak redniowieczni p±tnicy, tam, gdzie by³o im dane doj¶æ bez ogl±dania siê na powszednie wygody.


W³osi nie przywi±zuj± przesadnej uwagi do pojêcia “przepisy drogowe“. S³u¿by porz±dkowe z godn± podziwu konsekwencj± blokuj± ruch, gdy zapala siê zielone i ka¿± i¶æ, gdy rozb³yska czerwone wiat³o. Przyzwyczajeni do bardziej konwencjonalnych zachowañ Polacy pog³êbiaj± panuj±cy chaos.

Oko³o pi±tku rano w³oscy policjanci, wbrew sobie, staraj± dostosowaæ siê do bardziej zachowawczej, czerwono-zielonej konwencji. To pozwala uporz±dkowaæ ruch drogowy na skrzy¿owaniach. Wtedy jednak pielgrzymów jest ju¿ tak wielu, ¿e masowo wpe³zaj± z chodników na ulice. Policja reaguje b³yskawicznie. Stara siê os³oniæ pielgrzymów, u³atwiæ im przekraczanie jezdni. Chwilami wstrzymuje ruch, lub zwê¿a z trzech do jednego pasa drogê dla samochodów.

Wprawdzie nie brak akcentów humorystycznych, jednak trzeba z ca³± moc± podkreliæ – W³osi i tamtejsze s³u¿by porz±dkowe zachowywali siê w tych dniach cudownie. ¯adnych oznak irytacji, zniecierpliwienia, rozdra¿nienia. Sumiennie, z pogod± ducha wype³niali swoje obowi±zki.

Darmowe autobusy przewozi³y pielgrzymów miêdzy Watykanem a miejscami noclegowymi takimi jak Stadio Olimpico. Kto chcia³, bez problemu móg³ z ich pomoc± przemieszczaæ w okolicê placu wiêtego Piotra. Setki woluntariuszy rozdawa³o darmow± wodê, czasem równie¿ napoje gor±ce dla pielgrzymów.

To, co nam wydawa³o siê chaosem, by³o porz±dkiem, tyle tylko, ¿e powstaj±cym spontanicznie i ¿ywio³owo. Policja, karabinierzy, tamtejsza obrona cywilna pe³ni³a s³u¿bê w najbardziej zapomnianych zau³kach miasta. Zawsze gotowi pomóc, udzieliæ rady, wskazaæ drogê. Nie ingeruj± nawet w zachowanie rozbrykanych kiboli.

W³osi podobnie jak Polacy nie nale¿± do poliglotów. Za to jêzykiem gestów w³adaj± perfekcyjnie.

Widaæ by³o, ¿e s± ju¿ zmêczeni wielomilionowym najazdem. W epoce masowego terroryzmu zapewnienie bezpieczeñstwa blisko 4-milionowemu miastu, które nawiedza drugie tyle przybyszów jest zadaniem niemal niewykonalnym. A jednak W³ochom siê to uda³o. Za to, i serdeczno¶æ, jak± okazali pielgrzymom, nale¿± siê im s³owa wielkiego uznania.


Nad grobem wiêtego


***


Kasia, studentka, lat 24

Nie s±dzisz, ¿e by³ cz³owiekiem wiêtym? Nie wiêtoszkowatym, ale w³anie wiêtym. Wiem, ¿e to nie my wierni rozstrzygamy takie problemy. S± ludzie lepiej od nas zdolni rozpoznawaæ istotê wiêtoci...

Ale tylko zobacz: potrafi³ byæ cz³owiekiem tak “po prostu“. Nie nadyma³ siê jak wielu innych oficjeli, z naszymi biskupami i kap³anami w³±cznie. Nie poucza³ na ka¿dym kroku. Owszem, wymaga³ bardzo du¿o, czasem tak du¿o, ¿e ludzie zaczynali siê buntowaæ. Lecz równoczenie mówi³, ¿e te wymagania to nie za karê, ale z mi³oci do Boga, który sam “do koñca nas umi³owa³“. A po drugie, dawa³ przyk³ad samym sob±. Przyk³ad, bez którego ka¿de nawo³ywanie o naprawê moraln±, o przestrzeganie dekalogu, o mi³owanie bli¼nich - jest bez sensu.

On za dawa³ przyk³ad. I oddaniem przykazaniu mi³oci i pokory. I odwag±, z jak± znosi³ cierpienia. Odwag±, z jak± obna¿a³ przed nami swoj± s³aboæ.

Nas s³aboæ czyni bezradnymi, jemu dodawa³a si³y, utrwala³a bezkompromisowe zaufanie Bogu. Papie¿ umêczony chorob±, s³aby staruszek rós³ w naszych oczach. Bo przecie¿ wszyscy mo¿emy dowiadczyæ i dowiadczamy bezradnoci. On da³ nam przyk³ad jak tê bezsilnoæ przezwyciê¿yæ, nie trac±c godnoci i wiary.

To niewyobra¿alne, jak wiele zrobi³ dla ka¿dego cz³owieka osobno. Jako nauczyciel, pasterz Kocio³a i wreszcie cz³owiek, przyk³ad do naladowania.

Jestem tu, bo nie mog³abym byæ nigdzie indziej w tej chwili. Kocham go ca³ym sercem i przyrzek³am sobie ze zdwojon± energi± zg³êbiæ jego naukê. I od jutra zaczynam siê modliæ o to, by nie zabrak³o mi wytrwa³oci. Dzisiaj modlê siê jeszcze za niego, tak jak o to prosi³.


***


Choæ ponad milion pielgrzymów przyby³o do Rzymu przed czwartkiem, by w Bazylice wiêtego Piotra po¿egnaæ siê z Ojcem wiêtym, kulminacyjnym momentem by³a pi±tkowa msza. To na ni± ostatecznie wszyscy tu przybylimy.

Po czwartkowym zamkniêciu Bazyliki dopiero o 6 rano w pi±tek zaczêto wpuszczaæ wiernych na plac wiêtego Piotra. Nie wszyscy chêtni zdo³ali siê tam dostaæ. Jeszcze przed godzin± 9 zape³ni³a siê te¿ Via Conciliazione. Potem równie¿ plac i wa³y u podnó¿a Zamku wiêtego Anio³a, mosty na Tybrze sk±d widaæ by³o Bazylikê. Parê minut po 9-tej równie¿ najbli¿szy Watykanowi Piazza Risorgimento by³ pe³en. Ludzie gromadzili siê na placach oraz u wylotu uliczek, z których mo¿na by³o ledziæ przebieg uroczystoci na telebimach.

Wielkie ekrany rozmieszczono w wielu miejscach Rzymu. Tym sposobem roz³adowano gigantyczny t³um na kilka mniejszych, równie imponuj±cych zgromadzeñ. Oko³o godziny ±0.00 wêdrówki ludów po Wiecznym Miecie na kilka kwadransów usta³y. W górê powêdrowa³y flagi hiszpañskie, francuskie, amerykañskie, w³oskie, irlandzkie, chorwackie, austriackie, meksykañskie, argentyñskie, brazylijskie... i dziesi±tki, mo¿e setki tysiêcy sztandarów bia³o-czerwonych. Nawet W³osi byli w mniejszoci. Tylko Polacy tak g³ono i dobitnie chcieli podkreliæ swoj± obecno¶æ.


W zawsze ha³aliwym, wielkim miecie, poród zmêczenia trudno o skupienie. Lecz ka¿dy na swój sposób dziêkowa³ tego dnia Bogu za zaszczyt, jakim by³o towarzyszenie Janowi Paw³owi II w jego ostatniej ziemskiej wêdrówce.

Ostatniej wêdrówce doczesnych szcz±tków, ale z pewnoci± nie ostatniej dla idei, jak± nam przekaza³. S±dzê, ¿e wszyscy, którzy tam byli, bez wzglêdu na kolor skóry, rasê, pochodzenie, wiek... podzielaj± opiniê, ¿e do wiecznoci odszed³ cz³owiek wiêty.

Wprawdzie minie wiele czasu nim Koció³ potwierdzi oficjalnie to przekonanie ludu Bo¿ego. Tym niemniej za dobr± monetê wszyscy wziêlimy napis, jaki widnia³ na ambasadzie chorwackiej przy Via Conciliazione. Tu¿ przy wejciu na plac wiêtego Piotra zawieszono transparent z napisem po w³osku – “Jan Pawe³ II ¦WIÊTY“.


5 milionów aposto³ów


***


Andrzej, student, lat 23

Widzisz to, co ja. Rzym jest polskim miastem. Nikt inny, odk±d pamiêtam, nie wykrzesa³ z Polaków tyle dumy narodowej. Serce ronie, gdy siê patrzy na te t³umy przemierzaj±ce miasto z bia³o czerwonymi flagami w rêkach.

Jan Pawe³ II nie odszed³, bo jak sam mówi³, ¿ycie siê nie koñczy, ono siê zmienia. On zawsze Polskê i Polaków kocha³. Mymy dopiero teraz tê mi³oæ docenili, zrozumieli i.... przyszli, by mu za to podziêkowaæ. Wyobra¿asz sobie – milion ludzi przemierza Europê, by tu przybyæ. Milion! To niewiarygodne.

S± tu ludzie z ka¿dego zak±tka Polski. Z Podkarpacia i Szczecina. Z Wa³brzycha i Suwa³k. To wydarzenie niezwyk³e. Wystarczy spojrzeæ na W³ochów zadziwionych, ¿e w swojej w³asnej stolicy s± w mniejszoci. Na placach, skwerach, w rodkach lokomocji i na ulicach, ³atwiej mi dogadaæ siê po polsku, ni¿ po w³osku.

Wiem, ¿e pogrzeb to nie jest radosne wydarzenie. Ale ten pogrzeb ju¿ jest niezwyk³y, bo zamiast przybijaæ smutkiem dodaje otuchy. Rozbudza nasz± dumê z bycia Polakami i z bycia czê¶ci± uniwersalnej wspólnoty Kocio³a katolickiego.

Czasem krytykowano Jana Paw³a II za to, ¿e za bardzo otwiera³ siê na muzu³man, czy korzy³ przed ¯ydami. Jak mieszne s± dzisiaj te zarzuty. On móg³ sobie pozwoliæ na gest pokory, bo by³ gigantem. Taki gest ujmuje maluczkim, ale nie jemu. Jemu nada³ charakter uniwersalny.

A ¿e tym symbolem uniwersalizmu Kocio³a sta³ siê Polak, dumny ze swej polskoci – to czegó¿ wiêcej nam trzeba bracie-rodaku....?


***


Gdy po raz ostatni by³ w Polsce powiedzia³¿al siê rozstawaæ.... Nam z Nim i z Rzymem te¿ by³o ¿al. Ziemi chyba te¿, bo o ile w drodze do Wiecznego Miasta oraz podczas uroczystej mszy wiêtej towarzyszy³o nam pogodne niebo, to zaraz potem Europê zasnu³y burzowe chmury. I niebo p³aka³o...

Deszcz z³apa³ nas przed Florencj± i tak z krótkimi przerwami towarzyszy³ do samej Warszawy.

Znowu na szlak pielgrzymi pospieszyli uczniowie Jana Paw³a II. I znowu na europejskich drogach zakrólowa³y samochody z polskimi rejestracjami. Przy ka¿dym kolejnym rozje¼dzie wiod±cych do Polski autostrad ubywa³o wozów z rejestracjami z Wroc³awia, Szczecina, Ropczyc, Rzeszowa....

Ju¿ nie tylko Polacy Polaków pozdrawiali. Teraz pozdrawiali nas te¿ jad±cy z Rzymu Austriacy, Francuzi, Szwajcarzy.

Podobnie jak w przeciwn± stronê nasz przejazd spowalniaj± roboty drogowe we w³oskich i austriackich Alpach. Ci±gn±ce siê przez dziesi±tki kilometrów zwê¿enia dróg, a do tego lej±cy siê strugami z nieba deszcz. Wysoko w Alpach wie¿y nieg, którego jeszcze ³ dni temu nie by³o poza wierzcho³kami najwy¿szych szczytów. Niedospani, przemêczeni, mknêli z maksymaln± mo¿liw± do osi±gniêcia w tych trudnych warunkach drogowych prêdkoci±. Jeli nie dosz³o w tych dniach ¿adnego powa¿nego wypadku z udzia³em pielgrzymów, to jest to jeszcze jeden dowód wiadcz±cy o niezwyk³oci tego wydarzenia.

Mimo zmêczenia i warunków na drodze jestemy szczê¶liwi. Tu¿ przed granic± czesko-austriack± niewielkie miasteczko – Drasenhofen. Gdy zmierzalimy do Rzymu nie wyró¿ni³o siê niczym szczególnym sporód innych miast i miasteczek poza granicami Polski. W drodze powrotnej przyku³y nasz± uwagê nieliczne bo nieliczne, ale jednak: bia³o ¿ó³te flagi papieskie i wst±¿ki w tych¿e kolorach przepasane kirem.

Na sobotniej, wieczornej mszy u wiêtego Stefana w Wiedniu modli siê kilkuset wiernych. Przy obrazie Jana Paw³a II na dwu ogromnych stojakach p³onie komplet wiec. Co chwila kto przystaje na krótk± modlitwê.

Tej niedzieli tak¿e w polskich kocio³ach wiernych wiêcej ni¿ dotychczas. Wzd³u¿ g³ównych ulic tysi±ce dopalaj±cych siê po sobotnich marszach wiec i lampek. Jutro wracamy do pracy. Ci sami, choæ z pewnoci± ju¿ nie tacy sami. A jacy – to poka¿e przysz³o¶æ.


Tyle razy Ojciec wiêty Jan Pawe³ II pielgrzymowa³ do swojej umi³owanej Ojczyzny. Gdy by³ tu po raz ostatni, swoj± nastêpn± wizytê powierzy³ Bo¿ej Opatrznoci. I Bóg go wys³ucha³. Z nastêpn±, bolesn± pielgrzymk± pozwoli³ - nam - udaæ siê do niego. Nam - depozytariuszom wszystkich polskich serc. Ufamy, ¿e na kolejn± pielgrzymkê, beatyfikacyjn±, przybêdzie nas jeszcze wiêcej...


Artur Rojek