
![]()
Czy Sejm wykaże swoją bezradność wobec rządu opozycji pozaparlamentarnej?
Demokracja belkoidalna
5 maja Sejm RP głosował będzie uchwałę w sprawie samorozwiązania. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że zwolennikom przyspieszonych wyborów nie uda się zgromadzić potrzebnej do samorozwiązania Sejmu większości 2/3 głosów ustawowej liczby posłów. Może dojść wtedy do paradoksalnej sytuacji. Rząd, którego premier głośno odżegnuje się od sprawowania swej funkcji, będzie podejmował kluczowe decyzje prywatyzacyjne i rozstrzygał o miliardowych funduszach UE, nawet do końca 2005 roku (wybory w końcu października, nowy Sejm zbiera się w połowie listopada, nowy rząd zostaje powołany pod koniec grudnia).
Wydawać by się mogło, że “polska demokracja” niczym już nie jest w stanie nas zaskoczyć. A jednak... 5 maja Sejm będzie usiłował znaleźć większość umożliwiającą mu samorozwiązanie. Uzyskanie koniecznego po temu większości wydaje się mało prawdopodobne.
Belka-Jaruga - mikst z ograniczoną odpowiedzialnością
Tymczasem sprawujący władzę premier oraz asystująca mu wicepremier już przeszli do opozycji. Ponadto Marek Belka zapowiedział, że z początkiem maja uważa swoją misję za skończoną i bierze się za budowanie nowej partii mającej ochronić dorobek polityczny “okrągłego stołu” (czyli ochronić prawo postkomunistycznej lewicy do pasożytowania na państwie wespół z dawną agenturą).
Jeśli jednak Sejm się nie rozwiąże, a Belka zgodnie z zapowiedziami poda się do dymisji, to możliwe są dwa rozwiązania:
prezydent dymisji nie przyjmuje, wobec braku konstruktywnego wotum nieufności ze strony Sejmu i Belka rządzi dalej...
prezydent dymisję przyjmuje i uruchamia 3-stopniową procedurę desygnowania nowego prezesa Rady Ministrów, a do jej zakończenia rządzi gabinet Belki.
W tym drugim wariancie niepowodzenie 3 prób powołania nowego rządu wydłuży kadencję obecnego Sejmu o około 3 miesiące. W praktyce oznaczałoby to skrócenie kadencji parlamentu o niespełna miesiąc.
Konstruktywny pat
Tak, czy inaczej, przez następnych 4-6 miesięcy państwem rządziłby premier z pozaparlamentarnej opozycji, który nie chce być premierem. A ponieważ rząd przymierza się do szybkiej prywatyzacji kilku firm, w tym firm sektora paliwowego, zaś w niedalekiej przyszłości do Polski trafią fundusze unijne za rok 2004 i pierwsze półrocze 2005 - o ich rozdysponowaniu rozstrzygać będzie ów pozaparlamentarny gabinet - czyli rząd poza wszelką kontrolą polityczną - dla aferzystów z “partii okrągłego stołu” rozwiązanie wręcz idealne.
Jedynym wyjściem z tego niedorzecznego pata byłoby konstruktywne votum nieufności i powołanie przez Sejm gabinetu przejściowego, który uporządkuje sprawy państwowe przed nadejściem nowego parlamentu. Z inicjatywą taką formalnie wymierzoną w SLD wystąpiła do klubów i kół poselskich “Samoobrona”. Ta sama “Samoobrona”, która w trakcie ostatnich głosowań na kandydata do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wiernie wspierała Sojusz.
Nie wiadomo, na ile inicjatywa “Samoobrony” jest szczerą próbą zapobieżenia belkowemu patowi konstytucyjnemu, na ile zaś próbą przedłużenia egzystencji tego Sejmu po myśli SLD, lecz niejako wbrew Sojuszowi (co lewica starałaby się wykorzystać dla poprawy swoich coraz tragiczniejszych notowań sondażowych).
Z uwagi na interes państwa propozycja konstruktywnego votum wydaje się godna rozważenia. Jednak przy obecnym rozgardiaszu na scenie politycznej jest to rozwiązanie mało prawdopodobne. Zatem czeka nas teraz półrocze demokracji belkoidalnej.
Artur Rojek