
![]()
Prezes IPN łamie ustawę by chronić agentów stanu wojennego
Kieresjada
Publikowana obok decyzja Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej to jeden z najbardziej zadziwiających dokumentów, jaki miałem okazję czytać. Oto prof. Kieres stwierdza, że nazwiska agentów (tajnych współpracowników) służb komunistycznych nie będą ujawniane żądającym tego poszkodowanym, a także badaczom, jeśli byli to agenci zwerbowani po 1983 r.
Jeśli zaś zostali zwerbowani wcześniej, to ujawnieniu podlega tylko ich działalność do tej granicznej daty.
W obronie agentury stanu wojennego
Konsekwencje tej decyzji są oczywiste. Poza zasięgiem wiedzy poszkodowanych, ale także historyków, pozostaje cały wielki obszar stanu wojennego po roku 1982 i czasów późniejszych. Jak twierdzą badacze IPN, w tamtym czasie zwerbowano około 50-60 tysięcy osób, które podpisały zgodę na szpiegowanie swoich współtowarzyszy. Wiemy, że donosy trwały do ostatniej chwili władzy Kiszczaka, a więc jeszcze w czasie, gdy premierem rządu był Tadeusz Mazowiecki aparat kiszczakowski śledził, podsłuchiwał i niszczył ludzi „Solidarności” i niepodległościowej opozycji. Równocześnie obsadzano ludźmi służb media, partie polityczne, stowarzyszenia, przedsiębiorstwa. Nie sposób poznać dziejów Polski, jeśli wymaże się wiedzę o tamtym czasie i tamtych ludziach. To wówczas kształtowały się zręby obecnych struktur mafijnych, zawiązywały układy trwające po dziś dzień, powstawały fortuny ciążące wciąż nad losami Polski. Ówcześni agenci i prowadzący ich funkcjonariusze SB, to nader często dzisiejsi wspólnicy wielkich przedsiębiorstw, które decydują o losach miasteczek i miast, których wpływ poprzez media jest nieporównanie większy niż wielu partii politycznych razem wziętych. I tego właśnie mamy się nie dowiedzieć, tego mamy nie poznać. A decyzje taką podjął człowiek , którego obowiązkiem jest ujawnianie akt, dbanie o prawdziwą wiedzę o historii Polski, realizowanie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.
Cień Kiszczaka
W moim przekonaniu decyzja ta nie ma żadnych podstaw prawnych, jest sprzeczna z ustawą o Instytucie Pamięci Narodowej, tak z jej duchem, jak i literą. Nie ma też żadnego umocowania w ustawie o ochronie informacji niejawnej. Prezes Kieres, uzasadniając swoją decyzję, odwołuje się do art. 25 ust. 2 ustawy o informacji niejawnej. Stwierdza się tam m.in., że „dane identyfikujące funkcjonariuszy, żołnierzy” oraz „osoby które udzieliły pomocy w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych” pozostają „chronione bez względu na upływ czasu”. Jak wynika z decyzji Kieresa, po zasięgnięciu opinii Biura Edukacji Publicznej ustalił, że w czasach PRL istniała „ustawa” autorstwa Czesława Kiszczaka z 1983 r., która precyzowała, kto i na jakich zasadach zajmuje się czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi, a kto i na jakich zasadach może być uznany za osobę „która udzieliła pomocy”. I stąd właśnie, z analizy decyzji twórców stanu wojennego, Biuro Prawne wywiodło, a prezes Kieres nakazał, że nie można informować o agenturze pozyskanej w latach 80-ych, gdyż ówczesne ustawodawstwo objęło ich dane tajemnicą! Krótko mówiąc, dla prezesa Kieresa Czesław Kiszczak nadal stanowi nieomylny autorytet, a jego „ustawa” to źródło obowiązującego prawa. Osobną kwestią jest pytanie, dlaczego te restrykcje prezes Kieres postanowił zastosować do agentury („osoby pomagające”) a już pracowników, funkcjonariuszy i żołnierzy tym liberalizmem nie objął choć „ustawa kiszczakowska” mówiła o jednych, i drugich!
Po co powstał IPN?
Jak do tego mogło dojść? Być może prof. dr hab. Leon Kieres, Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, po prostu nie zna ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej? Stanowi ona bowiem w art. 1., że do kompetencji tej właśnie ustawy należy: ewidencjonowanie, gromadzenie, udostępnianie, zarządzanie i korzystanie z dokumentów organów bezpieczeństwa państwa wytworzonych oraz gromadzonych od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 grudnia 1989 r.. Art. 8 z kolei stwierdza, że: w celu realizacji zadań określonych w art. 1 tworzy się Instytut Pamięci Narodowej (…)”. Art. 25 stanowi, że IPN przejmuje wszystkie akta organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1989 bez względu na to, gdzie by się one znajdowały. Art; 22 z kolei nadaje Prezesowi Instytutu szczególne uprawnienia: Prezes Instytutu może w szczególnych wypadkach zezwolić na ujawnienie wiadomości stanowiącej tajemnicę państwową lub służbową oraz na udostępnienie dokumentów lub materiałów objętych tajemnicą państwową określonej osobie lub instytucji, jeżeli zachowanie tajemnicy uniemożliwiałoby wykonanie wskazanych w ustawie zadań IPN. Już z tych przepisów wynika wprost, że żadna ustawa kiszczakowska ani też ustawa o informacji niejawnej nie mogą ograniczyć zadań IPN i nie mogą zdjąć z Prezesa IPN obowiązków, jakie nakłada na niego ustawa. A przypomnijmy, że jednym z głównych obowiązków jest ujawnianie poszkodowanym akt tajnych współpracowników!
Prawa poszkodowanych
Kluczowy jednak dla naszych rozważań jest art. 33 ustawy o IPN, który stwierdza co następuje: Jeżeli w istniejących i dostępnych dokumentach, w które pokrzywdzony miał wgląd lub otrzymał ich kopie, znajdują się nazwiska funkcjonariuszy, pracowników lub kryptonimy współpracowników organów bezpieczeństwa państwa (…) to na żądanie pokrzywdzonego – należy mu podać nazwiska oraz dalsze dane osobowe tych funkcjonariuszy, pracowników i współpracowników(…) Ten nakaz nie przewiduje żadnych wyjątków i wyłączeń, nie uznaje szczególnej roli decyzji p. Czesława Kiszczaka i nie uchyla przepisów dla ratowania agentury lat 80-ych! Jest jasny i precyzyjny. Nawet jednak gdyby p. prezes Kieres miał mimo wszystko jakieś wątpliwości, powinien sięgnąć do art. 22, który pozwala mu dla realizacji: wykonania wskazanych w ustawie zadań IPN ujawnić każdą tajemnicę i przekazać każdy podlegający jego władzy dokument!
Odpowiedzialność Leona Kieresa
Dalsza analiza wydaje mi się zbędna. IPN powstał m.in. po to, by ujawniać dane ludzi UB i SB poszkodowanym, by odtwarzać skrywaną przeszłość, by odbudować prawdziwą wiedzę o historii narodu polskiego i tych, którzy Polaków prześladowali. Prezes Leon Kieres ustawę złamał. Nakładając „klauzulę 1983 r.” wystąpił przeciwko duchowi ustawy o IPN i brutalnie naruszył literę tej ustawy. Co więcej, dokonał tego w trybie skrytym, nakazując sprzeczne z prawem działanie swoim podwładnym lecz nie informując o tym poszkodowanych, którzy po dziś dzień nie wiedzą, dlaczego i na podstawie jakich przepisów nie otrzymują pełnych danych swoich prześladowców. Dlatego sprawa ta powinna zostać wniesiona do prokuratora, gdyż zachodzi podejrzenie, że prezes Kieres popełnił przestępstwo polegające na złamaniu ustawy o IPN.
Antoni Macierewicz