Dwuznaczne zachowanie władz rosyjskich nad grobem Jana Pawła II

Destrukcyjny chaos umysłów



Dlaczego po uprzednim zaproszeniu Jana Pawła II do Rosji, a następnie wyrażeniu ubolewania z powodu śmierci papieża, prezydent Władimir Putin nie udał się do Watykanu na uroczystości pogrzebowe? Czemu Rosja jako jedyne państwo europejskie nie pokazywała swojemu społeczeństwu transmisji z tego wielkiego wydarzenia? Czy rosyjski prezydent stał się ofiarą nieprzejednanej postawy moskiewskiego patriarchy Aleksego II? Jaki jest rzeczywisty stosunek władz na Kremlu do Kościoła katolickiego? Ostatnie wydarzenia pozwalają na udzielenie jednoznacznej odpowiedzi na wszystkie z powyższych pytań.


Jak słusznie zauważają krytyczni wobec Kremla publicyści rosyjscy istnieje ogromny rozdźwięk między słowami a czynami, tak Putina, jak patriarchy Aleksego II. Tuż po śmierci Jana Pawła II zarówno Putin, jak i Aleksy, przesłali na ręce kardynała Josepha Ratzingera pełne ubolewania depesze kondolencyjne.

Putin napisał w swojej, że Papież był wyjątkową postacią naszych czasów, z którą związana była cała epoka oraz podkreślił, że to za tego pontyfikatu zostały nawiązane oficjalne stosunki między Rosją a Watykanem i podjęte kroki na rzecz dialogu politycznego. Z kolei Aleksy II wyrażając żal z powodu śmierci papieża stwierdził, że jego osobowość, jego dzieła i idee wywarły wielki wpływ na bieg wydarzeń na świecie.

Putin wydał ponadto specjalne oświadczenie, w którym napisano między innymi: Pozostały mi same ciepłe wspomnienia o spotkaniach z papieżem. Był to mądry, czuły i otwarty na dialog człowiek.


Kto zatrzasnął drzwi Rosji przed Janem Pawłem II


Przypomnijmy, że prezydent Rosji spotkał się po raz ostatni z Ojcem Świętym w listopadzie 2003 roku w trakcie swojej wizyty w Włoszech. Zaprosił wówczas Jana Pawła II do Rosji, lecz nie uczynił niczego, by ta upragniona wizyta papieża doszła do skutku.

Jedna z interpretacji mówi, że Putin stał się więźniem dobrych relacji z Aleksym II, który wizyty Ojca Świętego w Rosji nie akceptował. Patriarcha moskiewski wielokrotnie oskarżał w przeszłości Kościół o prozelityzm, czyli „nawracanie“ prawosławnych na wiarę katolicką. W tym konfrontacyjnym duchu odczytywano wszystkie posunięcia papieskie, których celem było wzmocnienie chrześcijańskiej odnowy Rosji – jak mianowanie biskupów, tworzenie nowych biskupstw, diecezji na terenach byłego ZSRS, a nawet działalność charytatywno-społeczną Kościoła na terenie Rosji.

Na nic zdały się zapewnienia Stolicy Piotrowej, że Kościół po Soborze Watykańskim II z zasady nie „nawraca“ prawosławnych, uznaje bowiem prawosławie za braterską, równoprawną wersję wyznania chrześcijańskiego. Działalność misyjna i duszpasterska na obszarach byłego ZSRS dotyczy głównie istniejących już wspólnot katolickich bądź środowisk ateistycznych i w równym stopniu sprzyjała Kościołowi jak Cerkwi (z trudem odbudowującej swoją pozycję społeczno-religijną w Rosji).

Trudno zgodzić się z twierdzeniem, że Putin ulegał wpływom patriarchy moskiewskiego. Mieliśmy raczej do czynienia ze starannie rozpisanym scenariuszem, w którym dobry oficer KGB – prezydent Rosji chce zaprosić papieża, lecz zły były współpracownik KGB, obecnie zwierzchnik cerkwi prawosławnej w Rosji, na to nie zezwala.

Wiadomym było, że Ojciec Święty nie zwykł przybywać do kraju, którego władze religijne nie życzą sobie jego obecności, nawet gdy był zapraszany przez władze państwowe. Pielgrzymki papieskie były świadectwem pojednania i chrześcijańskiej miłości. Nie było w nich zatem miejsca na konfrontację i małostkowe spory natury religijno-politycznej. Było to postępowanie roztropne, gdyż w tumulcie polityczno-religijnej awantury, do której dążyła prawosławna hierarchia zagłuszonym zostałoby moralne i duchowe przesłanie Ojca Świętego.


Dwulicowy Putin


Wiedząc o tym Putin pozwalał sobie na obłudną grę pozorów, która została obnażoną z chwilą śmierci Jana Pawła II. Dla samych Rosjan stało się oczywistym, że kierujący się lękiem przed charyzmatem papieskim Putin stał i stoi nadal po stronie otwartego konfliktu z Kościołem katolickim. Zamiast dialogu, do którego wzywa Rosję Stolica Piotrowa, mamy gesty nieprzyjazne w wymiarze symbolicznym i praktycznym.

Symbolem, który na długo pozostanie w naszej pamięci była nieobecność Putina i Aleksego II na uroczystościach pogrzebowych w Watykanie. W zastępstwie wysłano tam postacie numer „2“ polityczno-religijnych władz Rosji – premiera Michaiła Fredkowa oraz metropolitę Cyryla, kierującego Wydziałem Stosunków Międzynarodowych Patriarchatu Moskiewskiego. Jak napisał na łamach „Moskowskowo Komsomolca“ Aleksander Minkin - okazanie szacunku pogrążonym w żałobie chrześcijanom zleciliśmy osobom, które nie cieszą się szacunkiem nawet u siebie w domu.

W wymiarze praktycznym wystarczy wspomnieć urągające zachowanie władz rosyjskich wobec biskupa Jerzego Mazura, którego zatrzymano w drodze do Irkucka na lotnisku moskiewskim i siłą wydalono do Polski, po czym odmówiono mu wielokrotnie prawa przelotu do wiernych oczekujących go na dalekim wschodzie.

To tylko pojedynczy przykład wrogiego postępowania władz rosyjskich wobec Kościoła katolickiego. Władz cywilnych, które podlegają prezydentowi Rosji.

Zatem, nie Putin spełniał w ostatnich kilku latach kaprysy Aleksego, lecz Aleksy odgrywał rolę przypisaną mu w scenariuszu kreślonym na Kremlu. Ciasny, aparatczykowsko-nacjonalistyczny umysł Putina i jego doradców nie dorósł do uniwersalnego przesłana Jana Pawła II. Zrozumieli to przesłanie muzułmanie, hindusi, nawet francuscy ateiści... Ale nie Rosja Putina i Żyrynowskiego.

Wśród liczących się w świecie państw i wyznań, poza Rosją, która z rozmysłem obniżyła rangę swojej delegacji, na równie nieprzyjazny gest wobec odchodzącego papieża zdobyły się tylko nacjonalistyczno-komunistyczne Chiny, w których oficjalnie prześladuje się katolików.


Chaos umysłów i małość serc


Rosyjski politolog Leonid Radzichowski tak odmalowuje panujący w kręgach rosyjskich władz (ale też w rosyjskim społeczeństwie) stosunek do Kościoła i Jana Pawła II. Według niego 20-25 proc. Rosjan myśli podobnie, jak jeden z liderów populistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Aleksiej Mitrofanow, który zarzucił rosyjskim mediom nadmierne zainteresowanie postacią Jana Pawła II, a Kremlowi - wysłanie na pogrzeb papieża zbyt wysokiej rangą delegacji.

Ich ideologię można streścić jak następuje: papież nie jest żadnym świętym, lecz zaledwie politykiem-antykomunistą, związanym z CIA; jego główne osiągnięcie to zburzenie obozu socjalistycznego; ponadto (jak każdy Polak i katolik) był rusofobem; jego głównym celem była walka z Rosją i prawosławiem; temu celowi podporządkował wszystkie swoje wysiłki - po zburzeniu ZSRS, rozbić Rosję, wyrwać z niej duchowy trzon. Po tym wszystkim sprzedajne, prozachodnie dziennikarzyny („piąta kolumna“) wylewają krokodyle łzy i proponują nam, abyśmy przyłączyli się do żałoby nad jego grobem.

Takie idee, zrozumiałe i miłe sercu dziesiątków milionów naszych rodaków, pokazują, jak wielka przepaść dzieli ich (a więc w pewnym sensie wszystkich nas, całe nasze społeczeństwo) nie od cywilizowanego Zachodu, bynajmniej, lecz od ludzi zdrowych psychicznie– konstatuje Radzichowski. Jego zdaniem, świadczy to o chaosie w głowach Rosjan. Dopóki on będzie panował, dopóty żadne reformy rynkowe niczego nie dadzą naszemu nieszczęsnemu krajowi.

Credem Jana Pawła II – kontynuuje Radzichowski - zwróconym do wiernych, były słowa: „Nie lękajcie się!“. I on nie lękał się. Nie lękał się fizycznych cierpień. Ten prawdziwy męczennik, skrzywiony z bólu i prawie niezdolny do mówienia, kontynuował podróże po ponad setce krajów - bez mała do ostatniego dnia swojego życia. Nie lękał się pokajania za grzechy Kościoła katolickiego. Nie lękał się wejścia do synagogi i meczetu. Nie lękał się ludzi, nie lękał się świata, budował otwarty Kościół - kościół coraz dalej odchodzący od twardych feudalno-średniowiecznych tradycji, stający się nieodłączną częścią globalnego świata XXI wieku.

Ta duchowa otwartość i odwaga wywołuje (w Rosji) w najlepszym razie formalny szacunek, a w najgorszym - cyniczne uśmiechy, przechodzące w agresję i nienawiść. Dlaczego? Dlatego, że odwaga duchowa w naszym społeczeństwie (nie w całym, ale wśród znacznej i wpływowej części elit oraz wielkich mas) rodzi okropny strach. Między innymi przed Kościołem, którego papież był wspaniałym uosobieniem. Strach nieracjonalny i destrukcyjny, jak uważa nie bez słuszności Radzichowski.



Dwie Rosje



Marzeniem Jana Pawła II była odnowa moralna Europy w oparciu o dwa płuca – katolickiego zachodu i prawosławnego wschodu. Temu celowi służyć miała niespełniona podróż do Rosji. Pod wodzą papieża-Polaka Kościół był gotów podjąć się tego wyzwania. Jednak drugie płuco pozostaje niedorozwinięte, sparaliżowane ideową małostkowością.

Nie cała Rosja cierpi na tę przypadłość. Po śmierci Ojca Świętego nie zabrakło głosów godnych papieskiego wezwania o duchową jedność chrześcijańskiej Europy. Wybitny pisarz i myśliciel Aleksandr Sołżenicyn tak wypowiedział się o papieżu-Polaku: Jan Paweł II wpłynął na bieg historii całego świata. Był wielkim człowiekiem, który znakomicie wyróżnia się w wielowiekowym szeregu rzymskich papieży. Niestrudzone podróże pasterskie Jana Pawła II po całym świecie donosiły ciepło chrześcijaństwa do wszystkich zakątków.

Na drugim biegunie pozostają nieprzyjazne papieżowi wypowiedzi liderów partii nacjonalistycznej Żyrynowskiego, czy symboliczne milczenie podporządkowanych Kremlowi mediów (żadna telewizja rosyjska nie transmitowała relacji z pogrzebu i było to jedyne państwo europejskie, w którym zabrakło takiej relacji).

Niestety, tak długo jak długo na Kremlu rządzić będzie dawne KGB, Rosja Sołżenicyna przegrywać będzie z Rosją Putina. Rosja intelektu i duchowości, do której odwoływał się Ojciec Święty przegrywać będzie z Rosją autorytaryzmu i ciasnego nacjonalizmu.



Krzysztof S. Skibiński