Za donosy na KOR i księdza Blachnickiego Jolanta Gontarczyk dostała mieszkanie w centrum Warszawy

Tak bogaciła się agentura


W lipcu podczas kongresu SLD Forum Równych Szans i Praw Kobiet reprezentowała przewodnicząca tego gremium Jolanta Gontarczyk, wybrana doń jeszcze w 2001 roku. Ale to tylko jedno z wielu pól aktywności tej pani i jej męża.


Była pełnomocnikiem rządu Leszka Millera do walki z korupcją, a za ministra Ryszarda Kalisza jako wiceminister w MSWiA zajmowała się nadzorem nad administracją. Ale i to nie wszystko.Agentura w pierwszej liniiZapowiadając udział Forum Równych Szans i Praw Kobiet w kongresie SLD p. Gontarczyk zapowiadała:“Na pewno zaznaczymy tam swoją obecność. Wydaliśmy stanowisko do kongresu SLD. Po pierwsze jest tam apel o zaprzestanie sporów wewnętrznych i przejście do działań. Chcemy konsekwentnej realizacji programu, a nie paragrafów i zapisów. Partia powinna pełnić funkcję edukacyjną, kształtować odpowiednie postawy. Drugą sprawą jest natychmiastowe wprowadzenie parytetów dla kobiet.”Nie sprecyzowała, jakie to postawy powinna kształtować partia postkomunistyczna, zważywszy jednak na niedawną rządową funkcję pani Gontarczyk, być może chodzi tu o postawy antykorupcyjne. Skoro tak, to warto przyjrzeć się, jak ona sama realizowała te postawy. Otóż p. Gontarczyk jest dobrym przykładem powstawania esbeckiej nomenklatury, czyli procesu polegającego na tym, że w zamian za donoszenie na swych przyjaciół i bliskich ludzie SB otrzymywali gigantyczny majątek, umożliwiający im zajmowanie uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie.Zwerbował ją mążPani Gontarczyk została zwerbowana przez SB w roku 1977 w celu donoszenia na działaczy powstającej opozycji, najpierw Komitetu Obrony Robotników a następnie Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Jej historia jest o tyle szczególna, że zwerbował ją własny mąż, pracujący dla SB już od 1974 roku. Po zawarciu związku małżeńskiego Andrzej Gontarczyk uznał, że dla ułatwienia pracy i w celu uniknięcia dekonspiracji najlepiej będzie wciągnąć żonę do współpracy z SB.Dla sposobu działania SB charakterystyczne było to, że zainscenizowano fikcyjną sytuację, by ukryć fakt, iż Gontarczyk już od dawna był agentem i rozmowę werbunkową przeprowadzono równocześnie z Andrzejem i Jolantą.Andrzej posługiwał się pseudonimem “Yon” a Jolanta - “Panna”. Raporty obojga uzyskiwały najwyższe pochwały od zwierzchników:“Oboje byli aktywnymi działaczami “S” regionu Łódzkiego, w której pracach uczestniczyli na polecenie Służby. Z tego okresu znają szereg działaczy “S” m.in. A. Słowika, J. Bartyzela, K. Kowalewskiego” (...).[W przypadku tego ostatniego nazwiska zapewne chodziło o Zbigniewa Marcina Kowalewskiego, członka Zarządu Regionu Łódzkiego i znanego trockistę - przyp. red.]Przeciw SolidarnościW innym raporcie (z 1982 roku) czytamy:“W ostatnim okresie był aktywnie wykorzystywany do rozpracowania środowiska KOR i działaczy łódzkiej “Solidarności”. Przekazał szereg istotnych informacji dot. działaczy “Solidarności”, panujących stosunków, układów i prowadzonych rozgrywek personalnych w zarządzie regionu. Wynikało to z faktu przewodniczenia przez YONA Komisji Zakładowej “Solidarności” w jego miejscu pracy oraz z szerokich kontaktów zawodowych i osobistych w środowisku działaczy “Solidarności”. YON uczestniczył również w pracach Krajowej Komisji Filmu “Solidarności”. Po wprowadzeniu stanu wojennego uczestniczył w kombinacjach operacyjnych mających na celu likwidację tajnych ugrupowań “Solidarności”. Mimo aktywnej działalności YON nie został internowany, gdyż od października 1981 r. oficjalnie wycofał się z działalności związkowej, tłumacząc to decyzją o wyjeździe na pobyt stały do RFN. Rezygnacja z działalności związkowej miała być dla YONA argumentem wobec władz paszportowych w przypadku ewentualnych trudności. W środowisku działaczy zaakceptowano ten pomysł i YON prowadził działalność związkową nieoficjalnie. Zyskał w ten sposób zaufanie jako człowiek ideowy i bezinteresowny. Potwierdziły to jego kontakty z tymi ludźmi po wprowadzeniu stanu wojennego. (...) PANNA pełniąc funkcję przewodniczącej Komisji Zakładowej “Solidarności” w Instytucie Kształcenia Nauczycieli, weszła również w środowisko łódzkie tego związku. (...) W celu ugruntowania ich związku z Wywiadem, przekazali pisemne informacje na temat swoich kontaktów z działaczami opozycji (Solidarności i KSS-KOR) (...) YON i PANNA posiadają bogatą przeszłość opozycyjną. Świadczy o tym dotychczasowy dorobek operacyjny, jak również przekazany ostatnio wykaz ich kontaktów w środowisku opozycji. Stanowią elastyczną, wzajemnie uzupełniającą się parę źródeł, co ułatwia im realizację zadań.(...) Za przekazane informacje byli wynagradzani finansowo. YON na sumę 33.475 zł, PANNA na sumę 12.920 zł. (...) YON i PANNA wyjeżdżają w ramach “akcji łączenia rodzin”. Otrzymają obywatelstwo RFN. Prezentują na zewnątrz antykomunistyczne postawy, co stwarza im możliwość nawiązania dialogu z anty socjalistycznymi ugrupowaniami emigracyjnymi działającymi w RFN.” I tak się rzeczywiście stało.Kto zabił księdza BlachnickiegoIlość kontaktów agenturalnego małżeństwa Gontarczyków była imponująca: Radio Wolna Europa, Solidarność Walcząca (SW), Biuro Brukselskie “Solidarności”, Rząd RP w Londynie, PPS. Socjaliści byli zresztą pierwszym adresatem agenturalnych wysiłków Gontarczyków ale rychło stwierdzili oni, że znaczenie tej organizacji jest na tyle marginalne, iż trzeba szukać innego obiektu. Skupili się na próbie infiltracji powołanej przez księdza Franciszka Blachnickiego Chrześcijańskiej Służbie Wyzwolenia Narodów w Carlsbergu. ChSWN była organizacją radykalnie antykomunistyczną, kwestionującą linię ugodową wobec reżimu Jaruzelskiego. Najważniejsze zaś było to, że działając w oparciu o autorytet ks. Blachnickiego ChSWN była jedyną (poza “Solidarnością”) organizacją na Zachodzie, która mogła odwołać się do masowego zaplecza w kraju w postaci ruchu oazowego, którego twórcą był właśnie ks. Blachnicki. Agenci uzyskali zaufanie ks. Blachnickiego, a Jolanta Gontarczyk została przewodniczącą ChSWN. Mimo jej licznych starań nie oznaczało to przejęcia tej organizacji, liczącej się w Niemczech i wśród organizacji antykomunistycznych. Ks. Franciszek Blachnicki, jak odnotowują esbecy, “sam kierował ChSWN” i rychło został uprzedzony o podwójnej roli Gontarczyków. Być może właśnie dlatego zginął; jak podejrzewają niektórzy właśnie z rąk Gontarczyków, którzy widzieli się z nim na godzinę przed śmiercią. Obecnie IPN prowadzi śledztwo, mające wyjaśnić rolę Gontarczyków w tej sprawie, a być może: w tej zbrodni.Miliony za donosyŚmierć ks. Franciszka Blachnickiego, dostarczone przez przedstawiciela Solidarności Walczącej informacje o agenturalności Gontarczyków i zaniepokojenie policji niemieckiej – wszystko to razem sprawiło, że Gontarczykowie zostali ewakuowani z Niemiec i przez Budapeszt wyjechali do Warszawy. Sprawa ta nie jest jednak do końca jasna i wymaga bardziej szczegółowego zbadania. Przebieg wydarzeń jest następujący: w styczniu 1987 roku centrala uprzedza Gontarczyków, że Solidarność Walcząca wie o ich agenturalności. Reprezentant SW w Niemczech uzyskuje tę informację od swojej centrali (pseudonim Mea) i uprzedza o tym ks. Blachnickiego. Wkrótce potem ks. Blachnicki ginie. Agenci uciekają jednak z Carlsbergu dopiero ponad rok później - w kwietniu 1988 roku! I, jak wynika z ich meldunków oraz z reakcji warszawskiej centrali, ich ucieczka była nagła i wcale nie zaplanowana. Może właśnie dlatego mimo licznie podejmowanych prób i wysiłków dorobek Gontarczyków nie został wykorzystany propagandowo na miarę ich oczekiwań. Tylko kilka wywiadów prasowych (w usłużnej “Polityce”, zawsze wiernych “Przeglądzie Tygodniowym” i “Kulturze” a także “Życiu Warszawy”, “Trybunie” itd.) oraz reportaż w Teleexpresie i konferencja prasowa Urbana - i to wszystko... Za całość tych działań odpowiadał red. J. Małczyński i do dziś jest tajemnicą, dlaczego nie zrobiono z nich większego użytku, choć mieli mieć materiały dotyczące i Jerzego Milewskiego, i Mirosława Chojeckiego i Jana Nowaka Jeziorańskiego, a przede wszystkim Radia Wolna Europa oraz księdza Franciszka Blachnickiego. Być może sekret tej zagadki tkwi w tym fragmencie ich raportu, w którym stwierdza się, że przed wyjazdem z Carlsbergu: “(...) zakopali w okolicy miejsca zamieszkania w RFN torbę zawierającą ważniejsze dokumenty dot. ChSWN (kartoteki, kasety magnetowidowe, korespondencję, fotografie itp.).”Czy to właśnie dlatego zapewniono im dostatnie życie? W latach 1982-89 Służba Bezpieczeństwa wydała łącznie na działania Gontarczyków:3.303.266 zł,3.257 koron czeskich,75.630 forintów,16.900 marek RFN,3.093 dolarów USA,28.278 szylingów austriackich,170. 883 dinary jugosłowiańskie.Ale to nie wszystko. Tytułem “odszkodowania za utracony majątek” w Carlsbergu Gontarczykowie otrzymali 10.300 marek RFN. Przywieźli bez odprawy celnej samochód marki Audi 90 (koszt ok. 2 mln zł), który został bezpłatnie zarejestrowany przez SB.Od czasu przyjazdu do Polski aż do końca 1989 roku wypłacano im co miesiąc po 100.000 a następnie po 150.000 zł. Kupiono im pralkę (100 tys. zł) i zainstalowano telefon. Tytułem kosztów “dotacji instalacyjnej” otrzymali jednorazowo 100 tys. zł.Postanowiono też odznaczyć ich Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski i odznakami resortu spraw wewnętrznych. [Wiele wskazuje na to, że odznaczenia nadał im dopiero Aleksander Kwaśniewski, dekorując Jolantę Gontarczyk Srebrnym Krzyżem Zasługi – przyp. red.] Uwłaszczenie agentury, czyli mieszkania dla swoichJednak w tej sprawie największym skandalem, przynajmniej od strony finansowej, jest nieodpłatne przekazanie Gontarczykom na własność pięknego mieszkania w centrum Warszawy przy ul. Poznańskiej. Mieszkanie to stanowiło własność Skarbu Państwa i służyło jako Lokal Konspiracyjny, czyli punkt, w którym funkcjonariusze SB spotykali się ze swoimi agentami. Nie było ono własnością SB (ani resortu MSW PRL), było własnością Państwa. Inaczej jednak patrzył na to aparat komunistycznej władzy, a zwłaszcza wszechwładna bezpieka. Zresztą już podczas przerzucania ich do Polski agenci domagali się od transportujących ich przedstawicieli Centrali urządzenia ich w Warszawie. Mówili, że “zdecydowani są pozostać w Warszawie, gdyż nie chcą wracać do Łodzi”.I tak też się stało. Meldunek operacyjny szefa wywiadu SB Zdzisława Sarewicza z 23 kwietnia 1988 roku, stwierdza, że “Yon i Panna zostali ulokowani w mieszkaniu konspiracyjnym w Warszawie.”W raporcie dla Sarewicza Naczelnik Wydziału XI Departamentu I, A. Makowski stwierdza: “Agenci zostali zakwaterowani w L.K. “Sting” i wg. naszej oceny to mieszkanie można by uznać za docelowe. W niezobowiązujących rozmowach Yon i Panna wyrazili gotowość zamieszkania w nim na stałe. Należałoby wówczas rozważyć także nasze zaangażowanie w zainstalowanie telefonu w mieszkaniu agentów.”Po paru miesiącach lokalizację zmieniono. 2 lipca 1988 roku szef wywiadu SB Zdzisław Sarewicz wydaje Departamentowi Techniki MSW polecenie:“W związku z zakończeniem eksploatacji obiektu krypt. “Czanel - 1” nr. rej. 16177, prosimy o spowodowanie zdjęcia instalacji PP [podsłuchu pokojowego- przyp. red.] z ww. obiektu.”W listopadzie tegoż roku Naczelnik Wydziału XI wywiadu SB W. Bednarz nakazuje przygotowanie do “oficjalnego przepisania mieszkania”, informując, że Gontarczykowie mają już wyrobione “dowody osobiste z zameldowaniem w Warszawie, przy ul. Poznańskiej (...) (adres L.K. “Czanel II”) (...)”. Sprawa wraca raz jeszcze - w raporcie z 19 grudnia 1988 roku, gdzie M. Bednorz informując o przekazaniu LK na własność Gontarczykom nazywa je“znacznie wyeksploatowanym mieszkaniem, którego remont pokryli z własnych zasobów pieniężnych”. Państwo Gontarczykowie mieszkają tam do dziś. Jolanta jest działaczką SLD i robi coraz większą karierę w tej partii - a to zwalczając z jej ramienia korupcję, a to domagając się równouprawnienia prześladowanych kobiet. Jej mąż, Andrzej, jest skromnym byłym prezesem zarządzającym budynkiem, w którym mieści się dawny LK “Czanel”, obecnie własność prywatna państwa Gontarczyków. Antoni Macierewicz20 lipca 2006 r.Artykuł został napisany w ramach prowadzonego w IPN projektu badawczego “Historia KOR”.


Antoni Macierewicz

Strona tytułowa numeru